Nie pamiętam kiedy to było dokładnie jedna z niewielu wycieczek koleją z Jareckim do Wałbrzycha na stadion Górnika Wałbrzych .Uparł się że to musi mi tam opowiedzieć .Gdy staliśmy na koronie stadionu bardzo ożywiony opowiadał o podpalaniu stadionów --Hitler je tylko oświetlał pochodniami i palił na nich książki lecz one zapłoną żywym ogniem .To będzie sygnał to będą stosy ofiarne , wtedy powstanie Germania a Panowie w nowej szacie przyjdą na świat --
Nigdy nie sądziłem iż te słowa kiedy kol wiek nabiorą sensu , a jednak .
Wielkie niemcy nawołują do bojkotu Euro , ostrzegają , nadają rytm czy pod woalką nie kryją drugiej twarzy ? Wiele jest dowodów na powrót np. tereny tzw wysiedlone są w sporej części już w rekach poprzednich właścicieli , niszczenie dowodów z okresu II wojny odbywa się tam w świetle prawa i stosunków dobrosąsiedzkich .
Czy mamy się czym martwić myśle iż już za późno gdyż jesteśmy w centrum wydarzeń , ja osobiście mam zamiar trzymać się z daleka od Euro chyba że jako żołnierz zostanę skierowany do zabezpieczenia jakiegoś stadionu .
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarecki. Pokaż wszystkie posty
środa, 2 maja 2012
wtorek, 3 stycznia 2012
czwartek, 14 kwietnia 2011
Jarecki - charakterystyka
Mężczyzna wrostu około 174 cm, wiek między 55-65 lat. Wychudzony, na twarzy głębokie zmarszczki, na lewym przedramieniu tatuaż przypominający numer obozowy. Na głowie oraz twarzy liczne blizny. Nigdy nie widziałem go bez płaszcza, noisł żołnierski szynel. Buty jakie nosił przypominały mi zawsze buty orotpedyczne - teraz wiem, że takich butów używało się w zakładach chemicznych. Jego skóra była szara, wysuszona. Nigdy nie uścisnął mi dłoni mimo iż często próbowałem podać mu rękę na powitanie. Posługiwał się kilkoma językami, znał historię, pojęcia medyczne, geografię. Sprawiał wrażenie człowieka inteligentnego i wykształconego. Nie wiem czy jego szaleństwo było następstwem przeżyć, czy też była to udana mistyfikacja. Niejednokrotnie odnosiłem wrażenie, że pojawienie się Jareckiego nie było przypadkowe. Miejsca, które mi pokazywał, po dziś dzień nie zostały dokładnie zbadane. Wszyscy poszukiwacze z uporem maniaka penetrują okolice Osówki, Włodarza, Rzeczki - traktując marginalnie pozotałe obiekty. Poniekąd na Soboniu, Mosznej, górez Anny czy Jugowicach - wszystkie mozliwe dowody istnienia wyrobisk, sztoli zostały starannie zniszczone. Lata 60. i 80. to okres kiedy najwięcej czasu poświęcono na niszczenie istniejących dowodów podkreślających ogrom kompleksu. Uważam, że pozostawienie Osówki oraz Włodarza miało na celu odwrócenie uwagi od miejsc, które wskazywał Jarecki.Przypuszczam iż jego zadanie polegało na wskazaniu mi właściwego kierunku poszukiwań. Często gdy chodziliśmy po lesie zatrzymywał się i używał słów których do dziś nie rozumiem. Wskazywał ręką na jakiś obiekt w lesie, mówiąc przy tym "właśnie patrzysz na rozwiązanie tajemnicy, masz je przed czubkiem nosa". Często zdrzało się to na Soboniu. Zresztą nie tylko on wskazywał na Soboń jako klucz. Kilka osób, które przedstawiły mi swoje najbardziej zagadkowe i tajemnicze relacje, dotyczą właśnie Sobonia. Sama Głuszyca ze swoimi miejscami koncentracji jeńców oraz jako baza materiałowa, nigdy nie została dokładnie przebadana ani zarchiwizowana. Wiedza jaką przekazał mi Jarecki (jego prawdziwe nazwisko nie jest mi znane - mogę się jedynie domyślać kim był) wydaje się być wariactwem, czymś czego nie można udowodnić. Jednak część dotycząca infrastruktury naziemnej o częsci podziemnej i udokumentowana przez wielu badaczy. Jeśli chodzi o niesamowite opowieści kilkunastu "szaleńców" to pokrywają się one, pochodzą one nie tylko z Polski ale z całej Europy.
Jarecki wprowadzał mnie w swój świat tajemnic przez około 10 lat. Początkowo nic z tego nie rozumiałem, dopiero z czasem zacząłem doceniać wagę tej wiedzy. Po jego odejścu na nowo zacząłem penetrować i poznawać okolicę, w której się wychowałem. Obraz dopełniały opowieści innych - szczególną rolę odegrał tu mój ojciec. Wszyscy moi sąsiedzi opowiadali o tunelach, sztolniach i podziemnym mieście, tajemniczym laboratorium gdzie prowadzono eksperymenty na ludziach i zwierzętach. Od dziecka moje zainteresowania skupiały się wokół tego tematu. Jestem bardzo rozczarowany, że obecnie wiele osób zaprzecza istnieniu Jareckiego mimo tego, że wszyscy byli świadkiem jego obecności, a często słuchaczami jego opowieści.
Jarecki wprowadzał mnie w swój świat tajemnic przez około 10 lat. Początkowo nic z tego nie rozumiałem, dopiero z czasem zacząłem doceniać wagę tej wiedzy. Po jego odejścu na nowo zacząłem penetrować i poznawać okolicę, w której się wychowałem. Obraz dopełniały opowieści innych - szczególną rolę odegrał tu mój ojciec. Wszyscy moi sąsiedzi opowiadali o tunelach, sztolniach i podziemnym mieście, tajemniczym laboratorium gdzie prowadzono eksperymenty na ludziach i zwierzętach. Od dziecka moje zainteresowania skupiały się wokół tego tematu. Jestem bardzo rozczarowany, że obecnie wiele osób zaprzecza istnieniu Jareckiego mimo tego, że wszyscy byli świadkiem jego obecności, a często słuchaczami jego opowieści.
sobota, 2 kwietnia 2011
Jarecki c.d.
Podczas mojego przedostatniego spotkania z Jareckim, otrzymałem od niego kilka informacji, których treśc i przekaz rozumiem dopiero dzisiaj. Mowa była między innymi o przekazie Himmlera, by jego zwolennicy nigdy nie uwierzyli w jego śmier - to co sie wydarzy pojego śmierci będzie tylko mirażem, gdyż budowana jest nowa armia, najpotężniejsza ze wszystkicj jakie do tej pory istniały. Ich orężem będzie broń jakiej nigdy ludzkośc nie widziała, jej żołnierzami będą ludzie z krajów tak zwanego Trzeciego Świata, którzy dostaną krew Panów. Wspominał także o wielkim exodusie ssmanów do Argentyny, Brazylii, Boliwii, a także krajów Arabskich. Fundusze nato, miały pochodzic z podbitych krajów Europy, które juz dawno zostały w tych krajach zdeponowane. Nic z tych słów nie rozumiałem. Wspominał także o ludziach zyjących pod lodem. Czasami zdarzało mu się wcześniej o tym opowiadac. Na moje pytania typu "co znajduje się tutaj pod ziemią; jakie prace były tu prowadzone" - nie odpowiadał w ogóle. Cały czas mamrotał, że czas uśpenia będzie wynosił 70, 80 lat odśmierci Wielkiego Budowniczego (podczas Procesu Norymberskiego tak nazywano dwóch zbrodniarzy nazistowskich: Himmlera i Speera). W tym czasie Jarecki był już strzępem człowieka, jego oczy straciły dawny blask, stał sie przygaszony. Mówił, że jegoczas nadchodzi, że oni go wzywają. Wspomniał jeszcz, że początkiem przebudzenia będą wielkie niepokoje społeczne w krajach, w których oni tworzyli swoje armie, a także upadek największych mocarstwa. Jednak największych zaskoczeniem były jego słowa: "To, co posiadali naziści powróci do swoich pierwszych właścicieli, stworza oni najwększą potęgę. Jak Ci wiadomo pierwsza cywilizacja na świecie, która osiągnęła wysoki poziom rozwoju byli potomkowe Cesarza Czin, w jego grobowcu znajduje się cała prawda"....
Włodarz
Idąc przez masyw Włodarza opowiadal bez przerwy o jakimś remanencie, lokomotywach, betoniarkach, agregatach prądotworczych. Zatrzymaliśmy się dopiero przy przepompowni. Ilością prądu który tu jest można oświetlic duze miasto. Prąd płynie także teraz, czasem go slychac. W latach 80. czesto w tej ze okolicy słyszano buczenie - jakby transformatora. Wlodarz nigdy Jareckiego tak naprawdę nie interesowal, zawsze chodziliśmy tam tylko za moją namową. Zawsze się ożywial kiedy dochodzilismy do Moszny a na Soboniu stawał sie wrecz niespokojny. Na moje pytania dotyczące Włodarza odpowiadal niesamowitą iloscią danych matematycznych tj. jakies dane magazynowe. Często robil to po niemiecku. Wygladalo to tak, jakby przy tym był ale nie jako pracownik lecz nadzorca. Wtedy się go bałem, był dziwny lecz za moment stawał sie taki maly i znowu zaczynał opowiadac. "Nagorzej to mieli Rosjanie i kolorowi, ich traktowali jak nic". Kilka razy naśladowal jak chodzili kolorowi, wtedy to wydawało mi się śmieszne, a on naśladowal przecież ludzi w agonii.
Światła
Kiedy byliśmy na górze Moszna, Jarecki zaczął opowiadać o dziwnych latających obiektach. Temat od razu podchwyciłem i zacząłem go wypytywać o szczegóły, jak wyglądały, jakiej były wielkości...
- Wyglądały tak jak kapelusze afrykańskich podróżników, ale były dużo większe.
Zdarzało się, że rysował na ziemi obrazki tychże obiektów. Utkwiły mi w pamięci, a jeden mam po dzień dzisiejszy. Przeglądając różnego rodzaju materiały źródłowe natrafiłem na coś, co przypominało szkice Jareckiego – był to VRIL 1. Czasami próbował naśladować dźwięk jaki wytwarzał dany obiekt gdy unosił się w powietrzu. Raz powiedział coś, co także zrobiło na mnie duże wrażenie, że „oni nadal tu latają”.
Z Moszny skręciliśmy w kierunku Jugowic. Po drodze pokazywał mi dwa szyby wentylacyjne – oczywiście zasypane. Zatrzymaliśmy się, jak mi się wydawało, przy fundamentach jakiegoś baraku, lecz on objaśnił, że do środka wjeżdżała ciężarówka, a winda opuszczała ją na dół. Dokładnie o takich platformach i zapadniach opowiadał mój ojciec oraz koledzy, którzy z nim odnajdywali je w lesie. Opowiadał o tym także leśniczy z Jedlinki.
W momencie, gdy doszliśmy na wysokość stawu wawelskiego, Jarecki stał się posępny i nieobecny. Zaczął wydawać komendy po niemiecku. Nic kompletnie z tego, co mówił nie rozumiałem. Przeważnie siadałem na jakimś pniu i czekałem aż mu przejdzie. Przez te kilka lat naszej znajomości zdążyłem przywyknąć do jego zachowań. Kiedyś mnie zaskoczył i zaczął ze mną rozmawiać po włosku, co świadczy o tym iż był człowiekiem wykształconym, znającym kilka języków.
Gdy skończył już mówić po niemiecku podszedł do mnie, wskazał na rozległą polanę, po czym skulił się w sobie, jego ciało zaczęło drżeć...Przez zaciśnięte zęby usłyszałem jakby jęk. Można było w tym jęku rozróżnić słowa „oni wszyscy nie żyją”. Parę dni później, gdy spotkaliśmy się w zupełnie innym miejscu spytałem go o to zdarzenie. Powiedział zupełnie trzeźwo:
- Byli to ludzie, którzy wypełnili już swoje zadanie i więcej nie byli im potrzebni. Oni postępowali tak ze wszystkimi, od których dostali to, co chcieli.
- A co się stało z ciałami? Skoro mówisz, że było ich dużo to gdzieś powinien być grób.
- Nie robili grobów, ciała wrzucili do kruszarek i gdzieś z urobkiem zostały wywiezione. Groby są tylko w Kolcach, gdzie załoga miała jeszcze ludzkie odruchy.
- Nie mów mi, że wszyscy, którzy zmarli byli w ten sposób traktowani??
- Nie wszyscy, to zależało od miejsca, w jakim pracowali. Oni uważali, że nie można marnotrawić całego towaru.
Próbowałem kontynuować naszą rozmowę by wyciągnąć jak najwięcej informacji, lecz nie udało mi się to, bo Jarecki zaczął już nucić Piątą Symfonią Beethovena.
Wielokrotnie próbowałem podjąć ten wątek, lecz bezskutecznie. Sam, raz tylko, gdy staliśmy na miejscu krematorium przy stacji kolejowej, użył słów „oni uważali, że nie można marnować całego towaru” .
- Wyglądały tak jak kapelusze afrykańskich podróżników, ale były dużo większe.
Zdarzało się, że rysował na ziemi obrazki tychże obiektów. Utkwiły mi w pamięci, a jeden mam po dzień dzisiejszy. Przeglądając różnego rodzaju materiały źródłowe natrafiłem na coś, co przypominało szkice Jareckiego – był to VRIL 1. Czasami próbował naśladować dźwięk jaki wytwarzał dany obiekt gdy unosił się w powietrzu. Raz powiedział coś, co także zrobiło na mnie duże wrażenie, że „oni nadal tu latają”.
Z Moszny skręciliśmy w kierunku Jugowic. Po drodze pokazywał mi dwa szyby wentylacyjne – oczywiście zasypane. Zatrzymaliśmy się, jak mi się wydawało, przy fundamentach jakiegoś baraku, lecz on objaśnił, że do środka wjeżdżała ciężarówka, a winda opuszczała ją na dół. Dokładnie o takich platformach i zapadniach opowiadał mój ojciec oraz koledzy, którzy z nim odnajdywali je w lesie. Opowiadał o tym także leśniczy z Jedlinki.
W momencie, gdy doszliśmy na wysokość stawu wawelskiego, Jarecki stał się posępny i nieobecny. Zaczął wydawać komendy po niemiecku. Nic kompletnie z tego, co mówił nie rozumiałem. Przeważnie siadałem na jakimś pniu i czekałem aż mu przejdzie. Przez te kilka lat naszej znajomości zdążyłem przywyknąć do jego zachowań. Kiedyś mnie zaskoczył i zaczął ze mną rozmawiać po włosku, co świadczy o tym iż był człowiekiem wykształconym, znającym kilka języków.
Gdy skończył już mówić po niemiecku podszedł do mnie, wskazał na rozległą polanę, po czym skulił się w sobie, jego ciało zaczęło drżeć...Przez zaciśnięte zęby usłyszałem jakby jęk. Można było w tym jęku rozróżnić słowa „oni wszyscy nie żyją”. Parę dni później, gdy spotkaliśmy się w zupełnie innym miejscu spytałem go o to zdarzenie. Powiedział zupełnie trzeźwo:
- Byli to ludzie, którzy wypełnili już swoje zadanie i więcej nie byli im potrzebni. Oni postępowali tak ze wszystkimi, od których dostali to, co chcieli.
- A co się stało z ciałami? Skoro mówisz, że było ich dużo to gdzieś powinien być grób.
- Nie robili grobów, ciała wrzucili do kruszarek i gdzieś z urobkiem zostały wywiezione. Groby są tylko w Kolcach, gdzie załoga miała jeszcze ludzkie odruchy.
- Nie mów mi, że wszyscy, którzy zmarli byli w ten sposób traktowani??
- Nie wszyscy, to zależało od miejsca, w jakim pracowali. Oni uważali, że nie można marnotrawić całego towaru.
Próbowałem kontynuować naszą rozmowę by wyciągnąć jak najwięcej informacji, lecz nie udało mi się to, bo Jarecki zaczął już nucić Piątą Symfonią Beethovena.
Wielokrotnie próbowałem podjąć ten wątek, lecz bezskutecznie. Sam, raz tylko, gdy staliśmy na miejscu krematorium przy stacji kolejowej, użył słów „oni uważali, że nie można marnować całego towaru” .
Jarecki cd..
Jarecki nagle się zatrzymał, był wystraszony, pierwszy raz widziałem u niego takie przerażenie.Wpatrywał się w korytaż (Soboń), z głebi dochodził stłumiony skowyt psa. Byłem pewny iż jakas suka się oszczeniła, często znajdowliśmy szczeniaki w tunelach. Lecz nie, on by się nie bał byle czego, podobnie zachowywał się na stawie Wawelskim gdy opowiadał o świecących kulach....teraz była to panika. Chwycił mnie za ramię i z całej siły pociągnął ku wyjściu. Znajdowaliśmy się niedaleko uskoku, nagle się zatrzymał, w świetle pochodni wyglądał jak upiór. Teraz ja także uległem panice, chciałem jak najszybciej uciec...Staliśmy jak skamieniali, czas jakby się zatrzymał, przenikliwe zimno i nieznośny smród wypełnił tunel ..skowyt przeszedł w warkot, jakieś dziwne wibracje zaczeły przenikac wszystko wokoło...za uskokiem w wodzie wyraźnie było słychac plusk jakby ktoś się zbliżał. Pochodnia przygasła, otoczyły nas ciemności, tylko za uskokiem ...dziwna poświata - słabe niebieskie światło...Powoli cofaliśmy się w stronę wyjścia...Na powierzchni Jarecki nic nie mówił, dopiero gdy doszliśmy do stawów odezwał się - "mieliśmy szczęście, oni niestety nie, kilku to widziało lecz teraz są wariatami, tobie też nikt nie uwierzy"... Po dzien dzisiejszy ogarnia mnie strach gdy chodzę po tym tunelu, niby nic a jednak dwa lata temu grupa z Wrocławia przeżyła coś podobnego - pozostawili cały sprzęt pod ziemią i za nic nie chcą o tym rozmawiac...
...
Innym razem też na Osówce Jarecki wpadł w dziwne odrętwienie, wzrok jego jak zawsze tępy i nieobecny stał się przerażający. Zacząłem się go bać, w jego oczach krył się czysty obłęd. Po chwili obrócił się w stronę Kasyna i powiedział:
- Nigdy więcej tu nie przyjdziemy.
Schodząc w kierunku wsi Zimna woda, odezwał się posępnie: „Kiedyś wszystkiego się dowiesz, zresztą oni sami to ujawnią. To tylko kwestia czasu. Będą o tym mówić ludzie ze Wschodu i z Zachodu i każdy będzie miał rację."
- Nigdy więcej tu nie przyjdziemy.
Schodząc w kierunku wsi Zimna woda, odezwał się posępnie: „Kiedyś wszystkiego się dowiesz, zresztą oni sami to ujawnią. To tylko kwestia czasu. Będą o tym mówić ludzie ze Wschodu i z Zachodu i każdy będzie miał rację."
'Wielki Budowniczy'
Jarecki siedząc na skałce za pierwszym zakładem patrzył jak zwykle wzrokiem ogarniającym wszystko i nic i zaczął mówić:
- Będą tego szukali nie w tych miejscach gdzie powinni. Skupią się na wielkich halach pod ziemią, to, co istotne zrównają z ziemią.
Ręką ogarnął obszar pierwszego zakładu [ZPB „PIAST"].
- Tu jest początek i tu trzeba zaczynać szukania prawdy. Wielkie hale przyciągną wielu i będą działały na wyobraźnię, a to, co istotne jest na wyciągnięcie ręki, ale to zostanie najszybciej zniszczone.
Przykład - rozbiórka wyżej wymienionych zakładów.
- Speer projektował to wszystko z myślą o świetlanej przyszłości.
- Skąd ty mogłeś znać Speer'a a tym bardziej jego słowa oraz jak taki człowiek jak ty mógł mieć cokolwiek wspólnego z aparatem Trzeciej Rzeszy?!
W milczeniu podciągnął rękaw lewej ręki, na której widniał numer obozowy. Nie pytałem o nic więcej.
Następnego dnia gdy byliśmy przy stacji kolejowej w Głuszycy powiedziałem, że Speer zaprojektował kolej, która miała prowadzi do Osówki. Jarecki obejrzał się na mnie, jego wzrok był godny politowania mojej osoby. Rzekł:
- Od takich rzeczy to on miał ludzi. Takimi błahostkami wielki budowniczy się nie zajmował.
Słowa te wyryły się w mojej świadomości na zawsze. Określenie „wielki budowniczy" powróciło w roku 2004 po przeczytaniu książki, której autora nie pamiętam, w skrócie- chodziło o wielkie postaci Trzeciej Rzeszy, w której był cytat z wypowiedzi Himmlera iż Wielki Budowniczy otrzymał od samego fuhrera zadanie utworzenia zapory sudeckiej bądź reduty sudeckiej.
- Będą tego szukali nie w tych miejscach gdzie powinni. Skupią się na wielkich halach pod ziemią, to, co istotne zrównają z ziemią.
Ręką ogarnął obszar pierwszego zakładu [ZPB „PIAST"].
- Tu jest początek i tu trzeba zaczynać szukania prawdy. Wielkie hale przyciągną wielu i będą działały na wyobraźnię, a to, co istotne jest na wyciągnięcie ręki, ale to zostanie najszybciej zniszczone.
Przykład - rozbiórka wyżej wymienionych zakładów.
- Speer projektował to wszystko z myślą o świetlanej przyszłości.
- Skąd ty mogłeś znać Speer'a a tym bardziej jego słowa oraz jak taki człowiek jak ty mógł mieć cokolwiek wspólnego z aparatem Trzeciej Rzeszy?!
W milczeniu podciągnął rękaw lewej ręki, na której widniał numer obozowy. Nie pytałem o nic więcej.
Następnego dnia gdy byliśmy przy stacji kolejowej w Głuszycy powiedziałem, że Speer zaprojektował kolej, która miała prowadzi do Osówki. Jarecki obejrzał się na mnie, jego wzrok był godny politowania mojej osoby. Rzekł:
- Od takich rzeczy to on miał ludzi. Takimi błahostkami wielki budowniczy się nie zajmował.
Słowa te wyryły się w mojej świadomości na zawsze. Określenie „wielki budowniczy" powróciło w roku 2004 po przeczytaniu książki, której autora nie pamiętam, w skrócie- chodziło o wielkie postaci Trzeciej Rzeszy, w której był cytat z wypowiedzi Himmlera iż Wielki Budowniczy otrzymał od samego fuhrera zadanie utworzenia zapory sudeckiej bądź reduty sudeckiej.
Jarecki
Nasze pierwsze spotkania nie należały do miłych. Jako dzieci baliśmy się Jareckiego panicznie, a nasze obawy i strach potęgowali dorośli mówiąc, że „zjada dzieci". Był uważany za wsiowego głupka. Nasze kontakty zaczęły się zacieśniać kiedy siedząc z kolegami rozmawialiśmy głośno o tunelach, które są za pięcioma stawami. Nie znałem jeszcze wtedy nazwy „Soboń".
- Co wy możecie wiedzieć oraz wasi rodzice i starsze rodzeństwo?! Co wy w ogóle sobie myślicie, że tam jest? Nie macie zielonego pojęcia!
- To nam powiedz!
- Jeżeli powiem wam prawdę a szczególnie tobie, twój ojciec to potwierdzi.
Skierował te słowa o raz swój tępy wzrok bezpośrednio na mnie.
- Twój ojciec tam był, a teraz boi się by nikt z jego rodziny nigdy więcej tam nie trafił.
Te słowa podziałały na mnie jak piorun z jasnego nieba. Uderzyły we mnie z taka mocą, że odłączyłem się od kolegów, poszedłem do ojca na działkę i spytałem go, co takiego widział w tunelach za stawami i skąd o tym może wiedzie Jarecki. Ojciec mój gdy usłyszał to pytanie usiadł na ławce i przez chwilę milczał. Po chwili spojrzał na mnie i rzekł: „Wiedziałem, że ty kiedyś przysporzysz mi największych problemów. Całe lata karmienia cię moimi opowieściami musiały przynieśc taki skutek. Twoi bracia to zlekceważyli, ale ty musiałeś zetknąć się z tym przybłędą. Z tego będą tylko kłopoty."
Cztery lata później mój ojciec już nie żył. Od naszej rozmowy do końca swego życia nigdy nie rozmawiał już ze mną na temat tego, co robił i widział w głuszyckich tunelach, mimo, że przez 14 lat kładł mi te opowieści do głowy. Przeplatane były one wspomnieniami z Zagłębia Ruhry, okolic Essen oraz Hannoweru. Przeżył tam naloty dywanowe Aliantów. Ale to opisze innym razem.
Wracając do Jareckiego oraz mojej rozmowy z ojcem - raz tylko około dwóch lat przed swoją śmiercią ojciec ostrzegł mnie bym nigdy i pod żadnym pozorem nie zapuszczał się w tunele, które znajdują się na szczycie gór. Pochłonęły one wiele ofiar. „Jeżeli kiedykolwiek znajdziesz się tam nie wierz swoim oczom i nie ufaj instynktom. Wszystko to będzie ułudą. A gdy zaczniesz opowiadać o tym, co widziałeś - wszyscy cię wyśmieją i skończysz jak Jarecki."
Do świadczyłem tego kilka lat później. Kiedy opowiedziałem co przeżyłem na Soboniu , zostałem można rzec - napiętnowany.
- Co wy możecie wiedzieć oraz wasi rodzice i starsze rodzeństwo?! Co wy w ogóle sobie myślicie, że tam jest? Nie macie zielonego pojęcia!
- To nam powiedz!
- Jeżeli powiem wam prawdę a szczególnie tobie, twój ojciec to potwierdzi.
Skierował te słowa o raz swój tępy wzrok bezpośrednio na mnie.
- Twój ojciec tam był, a teraz boi się by nikt z jego rodziny nigdy więcej tam nie trafił.
Te słowa podziałały na mnie jak piorun z jasnego nieba. Uderzyły we mnie z taka mocą, że odłączyłem się od kolegów, poszedłem do ojca na działkę i spytałem go, co takiego widział w tunelach za stawami i skąd o tym może wiedzie Jarecki. Ojciec mój gdy usłyszał to pytanie usiadł na ławce i przez chwilę milczał. Po chwili spojrzał na mnie i rzekł: „Wiedziałem, że ty kiedyś przysporzysz mi największych problemów. Całe lata karmienia cię moimi opowieściami musiały przynieśc taki skutek. Twoi bracia to zlekceważyli, ale ty musiałeś zetknąć się z tym przybłędą. Z tego będą tylko kłopoty."
Cztery lata później mój ojciec już nie żył. Od naszej rozmowy do końca swego życia nigdy nie rozmawiał już ze mną na temat tego, co robił i widział w głuszyckich tunelach, mimo, że przez 14 lat kładł mi te opowieści do głowy. Przeplatane były one wspomnieniami z Zagłębia Ruhry, okolic Essen oraz Hannoweru. Przeżył tam naloty dywanowe Aliantów. Ale to opisze innym razem.
Wracając do Jareckiego oraz mojej rozmowy z ojcem - raz tylko około dwóch lat przed swoją śmiercią ojciec ostrzegł mnie bym nigdy i pod żadnym pozorem nie zapuszczał się w tunele, które znajdują się na szczycie gór. Pochłonęły one wiele ofiar. „Jeżeli kiedykolwiek znajdziesz się tam nie wierz swoim oczom i nie ufaj instynktom. Wszystko to będzie ułudą. A gdy zaczniesz opowiadać o tym, co widziałeś - wszyscy cię wyśmieją i skończysz jak Jarecki."
Do świadczyłem tego kilka lat później. Kiedy opowiedziałem co przeżyłem na Soboniu , zostałem można rzec - napiętnowany.
Wilk?
...Nasza dalsza rozmowa przeszła na temat, który uwielbiałem, mianowicie prace na superżołnierzem. W tej dziedzinie Jarecki mógł gadać bez przerwy. Używał przy tym słów, których absolutnie nie rozumiałem. Teraz dopiero wiem, że chodziło o inżynierię genetyczną oraz transplantologię. Opowiadał o przeszczepach skóry włosów, operacjach prowadzonych na otwartym ciele oraz zdjętej pokrywie czaszki. Opowiadał mi o tym z taka pasją jakby sam to robił. Kiedyś otwarcie spytałem:
- Czy ty to robiłeś? Czy widziałeś to wszystko? W jaki sposób zdobyłeś te informację??
Na ogół odpowiadał po niemiecku, bądź zaczynał śpiewać. Raz tylko wspomniał:
- Zanim wszystko się zaczęło, pracowałem w pięknej białej sali z jasnym oświetleniem. Nieśliśmy pomoc ludziom.
Mniemam, że chodziło o salę operacyjną. Do tego tematu najchętniej wracałem na Soboniu, lecz on w tym miejscu milczał, tam nigdy o tym nie wspominał. Często mówił:
- Popytaj ludzi, którzy byli tu pierwsi. Co widzieli i co ich ganiało po lasach. Czy nikt w tamtych latach nie uciekał przed wilkami? A czy wilk wszedłby do środka miasta w biały dzień latem? Czy wilk rzucałby się na ludzi, w momencie, gdy w lesie było pełno zwierzyny? Czy wilk uciekałby wzdłuż torów, gdy z drezyny strzelaliby do niego żołnierze? Popytaj o to wszystko, tych, którzy byli tu pierwsi.
Od dziecka byłem karmiony tymi opowieściami. Moja własna matka zamiast bajek opowiadała mi historie jak to dziwna włochata istota przypominająca wilka podeszła pod nasz dom, czuć było nawet jej smród. Działo się to w biały dzień - oficjalna wersja na dzień dzisiejszy - wilk...
- Czy ty to robiłeś? Czy widziałeś to wszystko? W jaki sposób zdobyłeś te informację??
Na ogół odpowiadał po niemiecku, bądź zaczynał śpiewać. Raz tylko wspomniał:
- Zanim wszystko się zaczęło, pracowałem w pięknej białej sali z jasnym oświetleniem. Nieśliśmy pomoc ludziom.
Mniemam, że chodziło o salę operacyjną. Do tego tematu najchętniej wracałem na Soboniu, lecz on w tym miejscu milczał, tam nigdy o tym nie wspominał. Często mówił:
- Popytaj ludzi, którzy byli tu pierwsi. Co widzieli i co ich ganiało po lasach. Czy nikt w tamtych latach nie uciekał przed wilkami? A czy wilk wszedłby do środka miasta w biały dzień latem? Czy wilk rzucałby się na ludzi, w momencie, gdy w lesie było pełno zwierzyny? Czy wilk uciekałby wzdłuż torów, gdy z drezyny strzelaliby do niego żołnierze? Popytaj o to wszystko, tych, którzy byli tu pierwsi.
Od dziecka byłem karmiony tymi opowieściami. Moja własna matka zamiast bajek opowiadała mi historie jak to dziwna włochata istota przypominająca wilka podeszła pod nasz dom, czuć było nawet jej smród. Działo się to w biały dzień - oficjalna wersja na dzień dzisiejszy - wilk...
"B"
13
Jesienią 1983 roku siedzieliśmy we dwóch na skałce za pierwszym zakładem. Zachodzące Słońce oświetlało Rogowiec oraz przeciwległe wzgórza. Jarecki zazwyczaj posępny i ponury owego dnia był jakby rozpromieniony. Oczy jego miały jasny blask...
- Dzisiaj zrobimy sobie lekcję historii, ale nie takiej historii jaką znasz, tylko tej prawdziwej, takiej jaka była. Co wiesz na temat okolicznych zamków?
Pomyślałem sobie: co może wiedzieć trzynastolatek o okolicznych zamkach, poza tym, że są.
Odezwałem się:
- Czy ty też musisz mnie zanudzać? Chodź pójdziemy na stawy albo na Soboń i wykopiemy trochę żelastwa.
Spojrzał na mnie i tonem nie znoszącym sprzeciwu powiedział:
- Teraz będziesz słuchał i mam nadzieję, że to zapamiętasz. Czy oglądałeś „Pana Samochodzika i Templariuszy"?
Te słowa były dla mnie szokiem. Nie podejrzewałem, że w ogóle może wiedzieć jak wygląda telewizor, a co dopiero znać tytuł. Pokiwałem głową, że tak.
- A więc, jak wiadomo, na tych terenach pokazali się rycerze, którzy dzierżyli okrutną tajemnicę. Od przeszło wieku byli ścigani i tępieni w całej chrześcijańskiej Europie. Nazywali się zakonem Templariuszy. Prawdopodobnie nie znali oni mocy swojego boga - Baphometa. Czcili go ze strachu. A moc jego była ponoć okrutna. Zbudowany był tylko z głowy, w której znajdowały się oczy, usta, nos, męskie narządy płciowe, cztery pary odnóży, a cały był włochaty. Pamięć o nim zaginęła na setki lat, dopiero faszyści sobie o nim przypomnieli. Przypomnieli sobie o jego wielkiej mocy i zaczęli robić wszystko, aby go obudzić. Także młody człowieku, nie wiem czy wiesz, co ja staram ci się przekazać, ale pamiętaj o tym.
Opowieść ta bardzo mnie zainteresowała i faktycznie wyryła się w mojej pamięci.
Kilkanaście lat później, kiedy zacząłem się interesować różnymi kulturami oraz religiami świata zetknąłem się z kultem Baphometa.
- Słuchaj, jeżeli obudzą Baphometa, jeżeli dadzą mu silę, w zamian otrzymają niesamowitą moc i potęgę. Oni doskonale o tym wiedzą i robią wszystko aby do tego doszło.
Jego wzrok zaczął się robić tępy jak zwykle. Na zakończenie dodał jeszcze:
- Kiedy oni dostaną władzę rządy ich będą okrutne.
Słońce już zaszło, nastały zupełne ciemności. Często nam się tak zdarzało, że po zmroku włóczyliśmy się po lasach.
Siedząc dalej na Skałce przysłuchiwałem się jak nucił po niemiecku jakąś piosenkę. Nie raz się zdarzało, że cytował Makbeta oraz nucił melodie klasyków muzyki poważnej. Wiedza jego niejednokrotnie powalała mnie na kolana. Jako nastolatek w pewnym sensie byłem zafascynowany jego „szaleństwem" jak i przejawami jego mądrości.
Kilkakrotnie wracał jeszcze do tematu Baphometa. Starał się zobrazować jak potężna siła usiłuje wskrzesić go do życia (na myśli miał SS).
Jesienią 1983 roku siedzieliśmy we dwóch na skałce za pierwszym zakładem. Zachodzące Słońce oświetlało Rogowiec oraz przeciwległe wzgórza. Jarecki zazwyczaj posępny i ponury owego dnia był jakby rozpromieniony. Oczy jego miały jasny blask...
- Dzisiaj zrobimy sobie lekcję historii, ale nie takiej historii jaką znasz, tylko tej prawdziwej, takiej jaka była. Co wiesz na temat okolicznych zamków?
Pomyślałem sobie: co może wiedzieć trzynastolatek o okolicznych zamkach, poza tym, że są.
Odezwałem się:
- Czy ty też musisz mnie zanudzać? Chodź pójdziemy na stawy albo na Soboń i wykopiemy trochę żelastwa.
Spojrzał na mnie i tonem nie znoszącym sprzeciwu powiedział:
- Teraz będziesz słuchał i mam nadzieję, że to zapamiętasz. Czy oglądałeś „Pana Samochodzika i Templariuszy"?
Te słowa były dla mnie szokiem. Nie podejrzewałem, że w ogóle może wiedzieć jak wygląda telewizor, a co dopiero znać tytuł. Pokiwałem głową, że tak.
- A więc, jak wiadomo, na tych terenach pokazali się rycerze, którzy dzierżyli okrutną tajemnicę. Od przeszło wieku byli ścigani i tępieni w całej chrześcijańskiej Europie. Nazywali się zakonem Templariuszy. Prawdopodobnie nie znali oni mocy swojego boga - Baphometa. Czcili go ze strachu. A moc jego była ponoć okrutna. Zbudowany był tylko z głowy, w której znajdowały się oczy, usta, nos, męskie narządy płciowe, cztery pary odnóży, a cały był włochaty. Pamięć o nim zaginęła na setki lat, dopiero faszyści sobie o nim przypomnieli. Przypomnieli sobie o jego wielkiej mocy i zaczęli robić wszystko, aby go obudzić. Także młody człowieku, nie wiem czy wiesz, co ja staram ci się przekazać, ale pamiętaj o tym.
Opowieść ta bardzo mnie zainteresowała i faktycznie wyryła się w mojej pamięci.
Kilkanaście lat później, kiedy zacząłem się interesować różnymi kulturami oraz religiami świata zetknąłem się z kultem Baphometa.
- Słuchaj, jeżeli obudzą Baphometa, jeżeli dadzą mu silę, w zamian otrzymają niesamowitą moc i potęgę. Oni doskonale o tym wiedzą i robią wszystko aby do tego doszło.
Jego wzrok zaczął się robić tępy jak zwykle. Na zakończenie dodał jeszcze:
- Kiedy oni dostaną władzę rządy ich będą okrutne.
Słońce już zaszło, nastały zupełne ciemności. Często nam się tak zdarzało, że po zmroku włóczyliśmy się po lasach.
Siedząc dalej na Skałce przysłuchiwałem się jak nucił po niemiecku jakąś piosenkę. Nie raz się zdarzało, że cytował Makbeta oraz nucił melodie klasyków muzyki poważnej. Wiedza jego niejednokrotnie powalała mnie na kolana. Jako nastolatek w pewnym sensie byłem zafascynowany jego „szaleństwem" jak i przejawami jego mądrości.
Kilkakrotnie wracał jeszcze do tematu Baphometa. Starał się zobrazować jak potężna siła usiłuje wskrzesić go do życia (na myśli miał SS).
Uran?
Swego czasu będąc z Jareckim na „Kolonii" [teren byłego podobozu w okolicach stacji kolejowej w Głuszycy] usłyszałem od niego następujące słowa:
- Część ludzi szła na dół, do Głuszycy, pozostali kierowali się w górę, w kierunku wzgórza Rogowiec. Tych nigdy więcej nie widziano. W tamtą stronę też prowadziła linia kolejowa. Z drugiej strony Rogowca znajdowała się Czechosłowacja. Można było drogę tą pokonać pod ziemią. Wszyscy będą patrzyli na dół, drugiej strony nikt nie będzie brał pod uwagę.
Faktycznie za stacją prowadzono prace nad wydobyciem uranu, świadczą o tym dwie sztolnie oraz hałdy urobkowe, fragmenty torów kolejowych leżące na polach ówczesnego PGRu. Jest jednak na ten temat totalna zmowa milczenia władz miasta, a także miejscowej ludności. Wskazał także na tartak i góry Rybnickie, w których znajduje się tunel kolejowy między Głuszycą a Jedlinką, a także wzgórze z tajemniczym bunkrem i powiedział: „tam też to robili".
- Część ludzi szła na dół, do Głuszycy, pozostali kierowali się w górę, w kierunku wzgórza Rogowiec. Tych nigdy więcej nie widziano. W tamtą stronę też prowadziła linia kolejowa. Z drugiej strony Rogowca znajdowała się Czechosłowacja. Można było drogę tą pokonać pod ziemią. Wszyscy będą patrzyli na dół, drugiej strony nikt nie będzie brał pod uwagę.
Faktycznie za stacją prowadzono prace nad wydobyciem uranu, świadczą o tym dwie sztolnie oraz hałdy urobkowe, fragmenty torów kolejowych leżące na polach ówczesnego PGRu. Jest jednak na ten temat totalna zmowa milczenia władz miasta, a także miejscowej ludności. Wskazał także na tartak i góry Rybnickie, w których znajduje się tunel kolejowy między Głuszycą a Jedlinką, a także wzgórze z tajemniczym bunkrem i powiedział: „tam też to robili".
Staw piąty
Któregoś razu, stojąc na piątym stawie Jarecki patrząc swoim tępym wzrokiem w toń stawu, odezwał się ponuro:
- Ostatnim razem ten, kto to widział nie przeżył dłużej niż 20 minut.
- Ale o co ci chodzi?
- Cegły dochodziły 5m w dół, potem zaczynał się betonowy mur. Na dnie była dziwna konstrukcja, jakby metalowa kratownica i szyny, które celowały w niebo.
- O czym ty mówisz i skąd to wiesz?!
- Potem pękły śluzy i staw wypełnił się wodą.
- Czy ty to widziałeś, czy ktoś ci to opowiadał?
- Ten, który ostatnio to widział był martwy po 20 minutach... A tam na rogu, bili jednego Ruska, który upuścił pojemnik. Gdy były oddzielnie były ciche, jak się połączyły - zabijały.
Bardzo często używał właśnie tego zwrotu, opowiadając mi w różnych miejscach i okolicznościach podobne rzeczy. Tak właśnie było nad stawem Wawelskim, gdzie też użył tych słów. Patrząc dalej w toń stawu odwrócił się w moją stronę, położył mi ręce na ramionach i patrząc mi w oczy odezwał się :
- Czy ktoś kiedyś odważy się odkryć to, co jest na dnie?
Jak do tej pory nikomu się to nie udało. Z tego co wiem były dwie próby spuszczenie wody do dna lecz bez powodzenia. Za pierwszym razem poziom wody obniżył się tylko do połowy. Okazało się iż woda zeszła tylko do końca linii cegieł i na tej wysokości okazała się być śluza. Poniżej okazał się być beton. Drugim razem, to były bodajże lata 80. [1987 - 1988] gdy utopił się tam jeden z moich kolegów - poszukiwania prowadzili nurkowie, którzy stwierdzili, że do dna nie da się dojść ponieważ na pewnej głębokości znajdują się sieci bądź linki stalowe.
Z tego, co wiem nikt z mieszkańców Głuszycy nie pamięta aby woda na piątym lub czwartym stawie kiedykolwiek zeszła do dna. Na dzień dzisiejszy jest to niemożliwe z powodu naniesionego mułu i szlamu z drogi, która przebiega obok. Sprawę komplikuje fakt iż kanał zasilający staw piąty został zasypany i co najmniej od 20. Lat woda spływa bezpośrednio z drogi.
- Ostatnim razem ten, kto to widział nie przeżył dłużej niż 20 minut.
- Ale o co ci chodzi?
- Cegły dochodziły 5m w dół, potem zaczynał się betonowy mur. Na dnie była dziwna konstrukcja, jakby metalowa kratownica i szyny, które celowały w niebo.
- O czym ty mówisz i skąd to wiesz?!
- Potem pękły śluzy i staw wypełnił się wodą.
- Czy ty to widziałeś, czy ktoś ci to opowiadał?
- Ten, który ostatnio to widział był martwy po 20 minutach... A tam na rogu, bili jednego Ruska, który upuścił pojemnik. Gdy były oddzielnie były ciche, jak się połączyły - zabijały.
Bardzo często używał właśnie tego zwrotu, opowiadając mi w różnych miejscach i okolicznościach podobne rzeczy. Tak właśnie było nad stawem Wawelskim, gdzie też użył tych słów. Patrząc dalej w toń stawu odwrócił się w moją stronę, położył mi ręce na ramionach i patrząc mi w oczy odezwał się :
- Czy ktoś kiedyś odważy się odkryć to, co jest na dnie?
Jak do tej pory nikomu się to nie udało. Z tego co wiem były dwie próby spuszczenie wody do dna lecz bez powodzenia. Za pierwszym razem poziom wody obniżył się tylko do połowy. Okazało się iż woda zeszła tylko do końca linii cegieł i na tej wysokości okazała się być śluza. Poniżej okazał się być beton. Drugim razem, to były bodajże lata 80. [1987 - 1988] gdy utopił się tam jeden z moich kolegów - poszukiwania prowadzili nurkowie, którzy stwierdzili, że do dna nie da się dojść ponieważ na pewnej głębokości znajdują się sieci bądź linki stalowe.
Z tego, co wiem nikt z mieszkańców Głuszycy nie pamięta aby woda na piątym lub czwartym stawie kiedykolwiek zeszła do dna. Na dzień dzisiejszy jest to niemożliwe z powodu naniesionego mułu i szlamu z drogi, która przebiega obok. Sprawę komplikuje fakt iż kanał zasilający staw piąty został zasypany i co najmniej od 20. Lat woda spływa bezpośrednio z drogi.
Był kwiecień 1945 roku...
Siedząc na Rogowcu mieliśmy przed sobą panoramę gór Suchych, w oddali majaczyła dostojna góra Ślęża. Jarecki podziwiał ten widok z nieukrywanym zachwytem. Odezwał się po chwili:
- Mimo upływu czasu oraz wyrosłych drzew, wszystko jest tak jak było.
- Możesz mówić trochę jaśniej? Bo ja jak zwykle nic nie rozumiem. Najpierw zacząłeś mi opowiadać o pracach podziemnych, potem o superżołnierzu, za chwilę coś mamrotałeś po niemiecku, a skończyłeś na śpiewaniu czeskiej piosenki.
- Posłuchaj. Był kwiecień 1945 roku. Ewakuacja przebiegała w pełnym zaawansowaniu. W zasadzie to, co najcenniejsze było jeszcze pod ziemią, lecz cała obsługa i personel już opuściły te tereny. Pod ziemią znajdował się oddział sześciu osób, który miał za zadanie przetransportować skrzynie w liczbie dziesięciu, każda długa na dziesięć metrów. Dowódcą był kapral, pozostali to szeregowcy oraz jeden cywil. Czekali na swoją kolej, czas jaki spędzili pod ziemią budził pewne obawy przed wyjściem na zewnątrz. Kapral, który ze wszystkich najdłużej znajdował się w podziemiach zachowywał się najspokojniej. Jego zmysły były wyczulone na działanie w zupełnych ciemnościach. Węch, dotyk, smak i słuch w ostatnich miesiącach się wyostrzyły. Zastrzyki, które otrzymywał dawały mu poczucie, że jest niezwyciężony. Dookoła wyczuwał strach. Zapach świeżego powietrza, który dostawał się przez szyb jeszcze bardziej wyostrzał jego zmysły. Najbardziej przerażony z całej grupy był ów cywil, który nie wyobrażał sobie już życia na zewnątrz. Od początku projektu wmawiano mu, że to będzie „jego świat", a teraz czekała go podróż w nieznane. Co najgorsze, miał lecieć samolotem, czego panicznie się obawiał. Nie znosił otwartych przestrzeni. Jego skóra poszarzała z powodu braku promieni słonecznych i nadawała mu demoniczny wygląd, zapadnięte oczy, sterczące uczy oraz szponiaste dłonie upodabniały go do upiora. Jeden z żołnierzy, piętnastoletni członek Hitlerjugend cały trząsł się ze strachu, absolutnie nie rozumiał tego, co wokół się działo. Podjechały wagoniki pchane przez jeńców. Kapral dostał jednoznaczny rozkaz pozbycia się Muzułmanów, kiedy będą już niepotrzebni. Załadowane skrzynie popchnięto ku nieobmurowanemu jeszcze tunelowi, szyny były położone w tunelu, który został niedawno wykuty, połączony z tunelem zewnętrznym. Zaczynało świtać, kiedy kapral stanął u wyjścia z tunelu. Światło, gama barw i zapachów przyprawiła go o zawrót głowy. Stał tylko z cywilem, pozostałych już nie było. Z lufy jego MP wydobywał się jeszcze dym. Kapral odsłonił ramię by otrzymać kolejny zastrzyk. Cywil otworzył srebrną cygarnicę, na której wygrawerowane były jakieś dziwne symbole, wyciągnął strzykawkę, zrobił zastrzyk. Kapral poczuł, że ogarnia go niesamowita energia, wielka moc oraz potęga, lecz była ona zbyt duża aby jego ciało mogło to wytrzymać. Z oczu i uszu sączyła się krew, a z ust wydobywała piana. Kapral pewnie tego już nie czuł, bo był w Valhirii za swoim bogiem Thorem. Cywil wsiadł do samochodu i został odwieziony na lotnisko, które znajdowało się po drugiej stronie góry...
Młody żołnierz, a w zasadzie dziecko, widział wszystko jak przez mgłę, głosy dobiegały z daleka. Rany, które miał w klatce piersiowej nie okazały się śmiertelne. Czekał aż ktoś go ocali. W pewnym momencie poczuł uścisk dłoni, spojrzał w twarz, która pochyliła się nad nim. Był pewny, iż to śmierć chwyciła go w swe mocarne ramiona. Jednak to nie śmierć, lecz jeden z jeńców, którego rany także nie były śmiertelne. Podniósł młodzieńca odzywając się do niego: „uratowałeś mnie kiedyś, czas spłacić dług." Gdy wyszli z tunelu las otulił ich swoimi ramionami dając schronienie. Wokół panowała zupełna cisza.
- Mimo upływu czasu oraz wyrosłych drzew, wszystko jest tak jak było.
- Możesz mówić trochę jaśniej? Bo ja jak zwykle nic nie rozumiem. Najpierw zacząłeś mi opowiadać o pracach podziemnych, potem o superżołnierzu, za chwilę coś mamrotałeś po niemiecku, a skończyłeś na śpiewaniu czeskiej piosenki.
- Posłuchaj. Był kwiecień 1945 roku. Ewakuacja przebiegała w pełnym zaawansowaniu. W zasadzie to, co najcenniejsze było jeszcze pod ziemią, lecz cała obsługa i personel już opuściły te tereny. Pod ziemią znajdował się oddział sześciu osób, który miał za zadanie przetransportować skrzynie w liczbie dziesięciu, każda długa na dziesięć metrów. Dowódcą był kapral, pozostali to szeregowcy oraz jeden cywil. Czekali na swoją kolej, czas jaki spędzili pod ziemią budził pewne obawy przed wyjściem na zewnątrz. Kapral, który ze wszystkich najdłużej znajdował się w podziemiach zachowywał się najspokojniej. Jego zmysły były wyczulone na działanie w zupełnych ciemnościach. Węch, dotyk, smak i słuch w ostatnich miesiącach się wyostrzyły. Zastrzyki, które otrzymywał dawały mu poczucie, że jest niezwyciężony. Dookoła wyczuwał strach. Zapach świeżego powietrza, który dostawał się przez szyb jeszcze bardziej wyostrzał jego zmysły. Najbardziej przerażony z całej grupy był ów cywil, który nie wyobrażał sobie już życia na zewnątrz. Od początku projektu wmawiano mu, że to będzie „jego świat", a teraz czekała go podróż w nieznane. Co najgorsze, miał lecieć samolotem, czego panicznie się obawiał. Nie znosił otwartych przestrzeni. Jego skóra poszarzała z powodu braku promieni słonecznych i nadawała mu demoniczny wygląd, zapadnięte oczy, sterczące uczy oraz szponiaste dłonie upodabniały go do upiora. Jeden z żołnierzy, piętnastoletni członek Hitlerjugend cały trząsł się ze strachu, absolutnie nie rozumiał tego, co wokół się działo. Podjechały wagoniki pchane przez jeńców. Kapral dostał jednoznaczny rozkaz pozbycia się Muzułmanów, kiedy będą już niepotrzebni. Załadowane skrzynie popchnięto ku nieobmurowanemu jeszcze tunelowi, szyny były położone w tunelu, który został niedawno wykuty, połączony z tunelem zewnętrznym. Zaczynało świtać, kiedy kapral stanął u wyjścia z tunelu. Światło, gama barw i zapachów przyprawiła go o zawrót głowy. Stał tylko z cywilem, pozostałych już nie było. Z lufy jego MP wydobywał się jeszcze dym. Kapral odsłonił ramię by otrzymać kolejny zastrzyk. Cywil otworzył srebrną cygarnicę, na której wygrawerowane były jakieś dziwne symbole, wyciągnął strzykawkę, zrobił zastrzyk. Kapral poczuł, że ogarnia go niesamowita energia, wielka moc oraz potęga, lecz była ona zbyt duża aby jego ciało mogło to wytrzymać. Z oczu i uszu sączyła się krew, a z ust wydobywała piana. Kapral pewnie tego już nie czuł, bo był w Valhirii za swoim bogiem Thorem. Cywil wsiadł do samochodu i został odwieziony na lotnisko, które znajdowało się po drugiej stronie góry...
Młody żołnierz, a w zasadzie dziecko, widział wszystko jak przez mgłę, głosy dobiegały z daleka. Rany, które miał w klatce piersiowej nie okazały się śmiertelne. Czekał aż ktoś go ocali. W pewnym momencie poczuł uścisk dłoni, spojrzał w twarz, która pochyliła się nad nim. Był pewny, iż to śmierć chwyciła go w swe mocarne ramiona. Jednak to nie śmierć, lecz jeden z jeńców, którego rany także nie były śmiertelne. Podniósł młodzieńca odzywając się do niego: „uratowałeś mnie kiedyś, czas spłacić dług." Gdy wyszli z tunelu las otulił ich swoimi ramionami dając schronienie. Wokół panowała zupełna cisza.
Subskrybuj:
Posty (Atom)