W tym poście nie będę wymieniał imion ani nazwisk gdyż historia ta jest powszechnie znana.
Rodzinę oraz najbliższych przepraszam, gdyby czytali ten wpis. Niestety historia ta, jest kluczowa i uważam, że powinna się tutaj znaleźć.
"Jednym z moich bardzo dobrych kolegów był X, dorastaliśmy razem, niejedną przygodę razem przeżyliśmy. Zawał w tunelu za pierwszym zakładem w nieistniejącym już schronie, innym razem uciekaliśmy przed bardzo dziwnymi ludźmi, którzy ganiali nas po terenie obozu dziecięcego na Kolonii. Lecz nie te sprawy utkwiły mi w pamięci na zawsze, tylko poniższa historia.
Mieliśmy wtedy 15-16 lat, naszym ulubionym miejscem spotkań był dom pod lasem, niedaleko nory Jareckiego, X znał go także, z tego co wiem wspólnie zapuszczali się w lasy. X mieszkał na Kolonii. Kiedyś na terenie jego ogrodu wykopaliśmy skrzynkę.
Były w niej jakieś dokumenty, zdjęcia - wszystko po niemiecku. Część z nich była bardzo zniszczona, w najgorszym stanie były zdjęcia. Byli na nich więźniowie oraz jakaś budowa. Jedno ze zdjęć przedstawiało prace przed wejściem do jakiegoś tunelu. Przeglądanie znaleziska przerwał nam ojciec kolegi. Muszę dodać, że był on członkiem ZOMO (cała nasza paczka odczuła na własnym ciele powagę tej instytucji). Wpadł w szał, okładał nas pałką milicyjną - lolą. Wykrzykiwał do nas - jakim prawem to otworzyliście?! To ściągnie na nas tylko nieszczęście! Ja wam z głowy powybijam to, co widzieliście! Życie wam niemiłe?! Po paru razach udało nam się zbiec po schodach i uciec z domu. Przez kilka dni omijaliśmy dom kolegi. Wiem, że jego ojciec nieźle go pobił. Ojca kolegi widywałem codziennie jak wracał z pracy, zawsze był pijany, rozmawiał sam ze sobą. Mówił o jakimś dziwnym pomieszczeniu, do którego wszedł i co tam znalazł. X opowiadał, że po nocach jego ojciec z kimś się kłócił i bił się z niewidzialnymi przeciwnikami. Pewnego razu był trzeźwy i podszedł do nas. Powiedział: jeżeli będziecie wścibscy i będziecie tam łazić i zabierać ich rzeczy, oni się zemszczą. Miał na myśli tunele w lasach, wiedział, że często się tam zapuszczamy.
- Oni coraz częściej mnie wzywają, nie zniosę tego więcej. Nie wchodźcie do tuneli pod zakładem i nie rozmawiajcie z ludźmi, co mają szarą skórę i wielkie ręce. Oczywiście to, co mówił mieliśmy w głębokim poważaniu. Po około pół roku ojciec kolegi już nie żył. Powiesił się. Kilka tygodni przed śmiercią ukrywał się przed czymś bądź przed kimś. Cały czas bełkotał, że 'oni' każą mu to zrobić, bo wie za dużo i widział, coś czego nie powinien. Cała lokalna społeczność gardziła nim jako pijakiem i ZOMOwcem.
Siedząc pod dębem, kolega wskazał na drzewo i powiedział: - ja się muszę tu powiesić, oni wiedzą, że ja to mam, nie wiem jak długo to jeszcze potrwa. Wyśmialiśmy go. Nikt nie brał na serio jego słów. On wokół siebie skupiał zawsze masę ludzi i było wesoło.
W 1995 roku otrzymałem wiadomość o śmierci kolegi, powiesił się dokładnie tam, gdzie wskazywał wcześniej. Nikt do dziś nie chce opowiadać o przyczynach jego śmierci oraz stanie w jakim się znajdował. Rok przed jego śmiercią rozmawialiśmy. Pytał czy nie mam dziwnych snów, czy nie dręczą mnie zjawy. Określał je jako szare cienie wychodzące z mroku. Nie chciał w ogóle rozmawiać na temat skrzynki oraz o tym, co widział i z kim rozmawiał na terenie byłego obozu (baraki stoją na Kolonii po dzień dzisiejszy jako domy mieszkalne). Spotkał się tam parę razy z ludźmi, którzy przyjechali autami na niemieckich numerach. Raz tylko, od wdowy po nim, usłyszałem poniższe słowa: niepotrzebnie sprzedał to Niemcom, cały czas żądali więcej. Gdy spytałem co im sprzedał, odpowiedziała: ty dobrze wiesz, obaj za to dostaliście gumami po łbie. - To była przyczyna całego zła.
W pudełku był notes identyczny do tego jaki dał mi Jarecki.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osoby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osoby. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 stycznia 2012
piątek, 16 września 2011
Jugowice
Pan Stanisław jest jedną z niewielu żyjących osób, które pamiętają dokładnie wydarzenia z 1945 roku. W Jugowicach pojawił się już 15 czerwca 1945 roku. Także nazywa sprawy takimi jakie były. Na Dolny Śląsk przyciągnął go "szaber". Posuwał się w ślad za Armią Czerwoną. Jak to określił: Gdy Wrocław jeszcze płonął ja już tam byłem. Na dworcu głownym uciekaliśmy przed Niemcami, którzy próbowali zabić.
Gdy wrócił do Lwowa, bo stamtąd pochodził wraz z całą rodziną, został przesiedlony właśnie do Jugowic. Gdy przybyli na miejsce było zaledwie 2 miesiące po wojnie. Cała infrastruktura była pozostawiona przez Niemców, park maszynowy oraz dobytek był nienaruszony. W jego pamięci te obrazy są idealnie zachowane. Opowiada z detalami gdzie znajdowały się obozy, baraki, maszyny. Tunele jugowickie były nienaruszone. W głównym była sprawna instalacja elektryczna. Wokół znajdowała się masa porzuconej broni. Mnie jednak najbardziej interesuje wnętrze tunelu. Na moje pytania pan Stanisław odpowiada z wyraźną nieufnością bowiem dotyczą one tematów, które są tabu wśród okolicznych mieszkańców. Dopiero gdy opowiadam o przeżyciach mojego ojca lub historie zasłyszane od Jareckiego, pan Stanisław nabiera ufności i zaczyna opowiadać bez skrępowania. Jego zięć oraz jeden z przewodników, którzy są świadkami naszej rozmowy są zaskoczeni opowieściami dziadka. Należy zaznaczyć, że Pan Stanisław w Walimiu jest uważany za osobę godną zaufania, a jego relacje traktowane są z największą powagą.
Dziadek potwierdza istnienie metalowej tablicy (chyba była z miedzi lub z brązu), na której były dziwne rysunki oraz pismo, które nazywał "żydowskim". Znajdowała się ona za drugim rzędem stempli. Rysujemy szkic tunelu. Rząd stempli zajmuje około 10 metrów. Jakieś 5 metrów od wejścia, po lewej stronie znajduje się rząd włączników, ja je nazywa. Gdy szkicuje okazuje się, okazuje się, że jest to tablica windowa, taka sama jaka znajduje się w zamku Książ. Rysujemy dalej tunel oraz chodniki. Po zakończeniu części wejściowej zaczyna się tunel drążony w skale o wysokości i szerokości pozwalającej na przejechanie pociągu. Przez chwilę zastanawia się i dodaje: "po prawej stronie jest wejście do kanału". Te słowa mnie ożywiają. Zadaję kilka pytań. O istnieniu tego kanału mogły wiedzieć tylko osoby, które go widziały ponieważ został zniszczony na przełomie czerwca i lipca 1945 roku. Idąc dalej, po prawej stronie są trzy chodniki, kolejka torowa, przewody i instalacje, które są w idealnym stanie, kanalizacja działa. Przeciąg jest tak silny, że gasną świece. Po opisie tunelu zadaję pytanie dotyczące dziwnych rysunków oraz znaków. Odpowiedź jest zaskakująca. " Było ich tu pełno, to pewnie Żydzi pisali o sobie, bo oni to wszystko robili. Były jakieś rysunki i znaki - kto by się nimi wtedy przejmował. Utkwił mi jednak w pamięci jeden rysunek. Duży, na ścianie z betonu. Było na nim dwoje ludzi, jeden bardzo wysoki, a drugi karzełek. Obaj mieli dziwne zniekształcone głowy". Pokazuję szkic z pamiętnika Jareckiego, potwierdza bez wahania. Ożywia się coraz bardziej. W tym momencie nie wytrzymuje zięć pana Stanisława: "Jest tu jeszcze jeden człowiek, który narysował nam coś takiego, lecz jego syn stwierdził, że ni będzie tych rysunków nikomu pokazywał, ani o nich rozmawiał, bo jego ojciec to wariat, który rysuje "ufo". Z wyrzutem spytał dziadka dlaczego nie mówił o tym wcześniej - "bo byście też mnie za wariata wzięli" - odpowiedział.
CDN...
Gdy wrócił do Lwowa, bo stamtąd pochodził wraz z całą rodziną, został przesiedlony właśnie do Jugowic. Gdy przybyli na miejsce było zaledwie 2 miesiące po wojnie. Cała infrastruktura była pozostawiona przez Niemców, park maszynowy oraz dobytek był nienaruszony. W jego pamięci te obrazy są idealnie zachowane. Opowiada z detalami gdzie znajdowały się obozy, baraki, maszyny. Tunele jugowickie były nienaruszone. W głównym była sprawna instalacja elektryczna. Wokół znajdowała się masa porzuconej broni. Mnie jednak najbardziej interesuje wnętrze tunelu. Na moje pytania pan Stanisław odpowiada z wyraźną nieufnością bowiem dotyczą one tematów, które są tabu wśród okolicznych mieszkańców. Dopiero gdy opowiadam o przeżyciach mojego ojca lub historie zasłyszane od Jareckiego, pan Stanisław nabiera ufności i zaczyna opowiadać bez skrępowania. Jego zięć oraz jeden z przewodników, którzy są świadkami naszej rozmowy są zaskoczeni opowieściami dziadka. Należy zaznaczyć, że Pan Stanisław w Walimiu jest uważany za osobę godną zaufania, a jego relacje traktowane są z największą powagą.
Dziadek potwierdza istnienie metalowej tablicy (chyba była z miedzi lub z brązu), na której były dziwne rysunki oraz pismo, które nazywał "żydowskim". Znajdowała się ona za drugim rzędem stempli. Rysujemy szkic tunelu. Rząd stempli zajmuje około 10 metrów. Jakieś 5 metrów od wejścia, po lewej stronie znajduje się rząd włączników, ja je nazywa. Gdy szkicuje okazuje się, okazuje się, że jest to tablica windowa, taka sama jaka znajduje się w zamku Książ. Rysujemy dalej tunel oraz chodniki. Po zakończeniu części wejściowej zaczyna się tunel drążony w skale o wysokości i szerokości pozwalającej na przejechanie pociągu. Przez chwilę zastanawia się i dodaje: "po prawej stronie jest wejście do kanału". Te słowa mnie ożywiają. Zadaję kilka pytań. O istnieniu tego kanału mogły wiedzieć tylko osoby, które go widziały ponieważ został zniszczony na przełomie czerwca i lipca 1945 roku. Idąc dalej, po prawej stronie są trzy chodniki, kolejka torowa, przewody i instalacje, które są w idealnym stanie, kanalizacja działa. Przeciąg jest tak silny, że gasną świece. Po opisie tunelu zadaję pytanie dotyczące dziwnych rysunków oraz znaków. Odpowiedź jest zaskakująca. " Było ich tu pełno, to pewnie Żydzi pisali o sobie, bo oni to wszystko robili. Były jakieś rysunki i znaki - kto by się nimi wtedy przejmował. Utkwił mi jednak w pamięci jeden rysunek. Duży, na ścianie z betonu. Było na nim dwoje ludzi, jeden bardzo wysoki, a drugi karzełek. Obaj mieli dziwne zniekształcone głowy". Pokazuję szkic z pamiętnika Jareckiego, potwierdza bez wahania. Ożywia się coraz bardziej. W tym momencie nie wytrzymuje zięć pana Stanisława: "Jest tu jeszcze jeden człowiek, który narysował nam coś takiego, lecz jego syn stwierdził, że ni będzie tych rysunków nikomu pokazywał, ani o nich rozmawiał, bo jego ojciec to wariat, który rysuje "ufo". Z wyrzutem spytał dziadka dlaczego nie mówił o tym wcześniej - "bo byście też mnie za wariata wzięli" - odpowiedział.
CDN...
sobota, 2 kwietnia 2011
Oficer
W 1989 roku odbywałęm służbę wojskową w Gołdapi. Otoczenie jednostki było wręcz wymarzone do wszelkiego rodzaju penetracji poniemieckich umocnień - od transzei strzelniczych do bunkrów przeciwczołgowych oraz kilkupoziomowych schronów nieznanego przeznaczenia. Uwielbiałem warty na jednym z najbardzije oddalonych od jednostki magazynów, znajdował się w połowie jeziora przy samej rosyjskiej granicy. Za ogrodzeniem znajdowały się bagna, a na ich skraju stary zaniedbany cmentarz. Każdą chwilę starałęm się spędzać w tamtej okolicy. Podczas jednej z takich wycieczek poznalęm starego rosyjskiego oficera, który pełnił funkcję doradcy w naszej jednostce. Bardzo zainteresowało go co robię w takim miejscu. Gdy opowiedziałem mu, że to moja pasja oraz skąd pochodzę ów oficer bardzo się ożywił. Spytał, na której baterii służę. Następnego dnia tuż po porannym apelu zostałem przydzielony do plutonu saperów, któreo dowódcą był ów Rosjanin. Przez dwa tygodnie odbywały się swego rodzaju przesłuchania: on zadawał pytania, ja musiałę odpowiadać z największymi szczegółami - o miejscowości, ztórej pochodzę, okolicznych górach. Najbardziej interesowała go jedna osoba - Jarecki. Kilkukrotnie musiałęm powtarzać to, co od niego słyszałem. Po dwóch tygodniach zaczął opowiadać on. W 1945 roku, po zajęciu Wrocławia został przeniesiony do Wałbrzycha w celu rozminowywania i przygotowywania miasta pod zasiedlenie. Następnie został przeniesiony do Książa - i tu następuje bardzo długi opis dotyczący pracy na zamku oraz wysadzenia przez Warewolf podziemi starego zamku. Jednak moją największą uwagę zwróciła opowieść o dwóch gigantycznych aluminiowych trumnach i o szkielecie, który znajdował się w jednej z nich. Trumny te zostały zaplombowane w największej tajemnicy i pod eskortą oddziału NKWD wysłane wgłąb ZSRR. Potem nawiązał do miejscowości Ludwikowice, a na samym końcu zaczął opowiadać o mojej rodzinnej miejscowości, wktórej stacjonował do 1949 roku. W jego opowieściach często przewijały się nazwiska... Osoby te jeszcze żyją dlatego nie wymienię tutaj ich nazwisk. Kilka z tych osób przeżyło wielokrotnie opowieści, które zamieszczane są na blogu. Zowym Rosjaninem ostatni raz kontakt miałem w 1996 roku, spotkaliśmy się we Wrocławiu. Przekazał mi wtedy kilka zdjęć i garść informacji. Większość informacji dotyczyła eksperymentów prowadzonych na ludziach przez nazistów, a kontynuowanych przez mocarstwa zwycięskie w Wojnie. Na zakończenie dodał, bym nigdy nie wierzył w to, że prowadzono na terenie Dolnego Śląska jakieś prace o charakterze obronnym, a eksperymentalnym. Nazwisko owego oficera było w Głuszycy dość dobrze znane.
Pierwsze spotkanie z "Argentyńczykiem"
Pragnę przedstawić w tym wpisie spotkanie z człowiekiem, którego nazywaliśmy "Argentyńczykiem".
Rzeczy, które opowiadał zrozumiałem dopiero po kilku latach.
W 1982 roku, zaraz po stanie wojennym włóczyliśmy się wraz z kumplami po Soboniu. znając prawie wszystkich miejscowych, natychmiast wyłapywaliśmy obcych. Ich zachowanie podsycało naszą ciekawość. Byliśmy wtedy świadkami jak grupa mężczyzn wydobywała dziwne pojemniki - małe lecz bardzo ciężkie, przypominały duże gaśnice, termosy. Gdy nas zauważyli, zostaliśmy natychmiast przegonieni, co jeszcze bardziej wzmogło nasze zinteresowanie. Owej grupie towarzyszyli milicjanci w mundurach oraz żołnierze WOP. Schodząc w kierunki pięciu stawów natknęliśmy się na kolumnę samochodów, większość z nich to były mercedesy na niemickich numerach. Jeden z Niemców powiedział po polsku, że jeśli wskażemy znane nam miejsca, którymi wchodzi się do tuneli i kanałów to w nagrodę dostaniemi gumy do żucia. Moi koledzy natychmiast zrezygnowali, jedynie ja zdecydowałem się zostać ich "przewodnikiem". Najbardziej interesował ich Soboń, dziwne światła i człekokształtne istoty... Moja wyobraźnia szalała, ale pewien sygnał alarmowy nie pozwalał mi mówić o wszystkim, posiadałem wiedzę Jareckiego...
Gdy mój ojciec dowiedział się jakich mam nowych przyjaciół, zrobił mi wielką awanturę i zabronił po szkole wychodzić z domu - co jednak nie stanowiło żadnej przeszkody, gdyż wagarując cały czas spędzałem z nimi. Podczas tych spotkań poznałem człowieka, którego wszyscy nazywali "Argentyńczykiem". On podczas wędrówek po górach spytał mnie czy nie znam osoby, która posiadała jakąś niewiarygodną wiedzę na temat podziemnego świata, dziwnych istot. Przez cztery lata, raz w roku, na przełomie lipca i sierpnia spotykaliśmy się na Soboniu. Podczas ostatniego spotkania ów człowiek stwierdził, że moja wiedza jest na tyle rozległa, że może rozmawiać ze mną otwarcie: "Od kilkudziesięciu lat, szukam po całym świecie pewnych artefaktów, które znalazły się w posiadaniu Niemców. Większość ludzi traktuje mnie jak nawiedzonego. Czy słyszałeś kiedyś opowieści o postaci zwanej 'Baphometem'? Czy znany jest ci 'kult wilka'? Wiem kto przekazywał Ci wiedzę dotyczącą tego, co tu się działo - mam prośbę,czy mógłbyś mi to opowiedzieć swoimi słowami?" Nie zastanawiając się zbyt długo, opowiedziałem mu to, co przekazał mi Jarecki. Gdy skończyłem opowiadać, powiedziałem, że teraz ja mam prośbę: "Dlaczego nazywają pana 'Argentyńczykiem' skoro jest pan Niemcem?" Spojrzał na mnie i odpowiedział: "Gdyż powojenne ślady tego, czego tu szukamy prowadzą właśnie do Argentyny oraz do krajów sąsiadujących, gdzie uciekali Niemcy posiadający wiedzę oraz technologię...
Rzeczy, które opowiadał zrozumiałem dopiero po kilku latach.
W 1982 roku, zaraz po stanie wojennym włóczyliśmy się wraz z kumplami po Soboniu. znając prawie wszystkich miejscowych, natychmiast wyłapywaliśmy obcych. Ich zachowanie podsycało naszą ciekawość. Byliśmy wtedy świadkami jak grupa mężczyzn wydobywała dziwne pojemniki - małe lecz bardzo ciężkie, przypominały duże gaśnice, termosy. Gdy nas zauważyli, zostaliśmy natychmiast przegonieni, co jeszcze bardziej wzmogło nasze zinteresowanie. Owej grupie towarzyszyli milicjanci w mundurach oraz żołnierze WOP. Schodząc w kierunki pięciu stawów natknęliśmy się na kolumnę samochodów, większość z nich to były mercedesy na niemickich numerach. Jeden z Niemców powiedział po polsku, że jeśli wskażemy znane nam miejsca, którymi wchodzi się do tuneli i kanałów to w nagrodę dostaniemi gumy do żucia. Moi koledzy natychmiast zrezygnowali, jedynie ja zdecydowałem się zostać ich "przewodnikiem". Najbardziej interesował ich Soboń, dziwne światła i człekokształtne istoty... Moja wyobraźnia szalała, ale pewien sygnał alarmowy nie pozwalał mi mówić o wszystkim, posiadałem wiedzę Jareckiego...
Gdy mój ojciec dowiedział się jakich mam nowych przyjaciół, zrobił mi wielką awanturę i zabronił po szkole wychodzić z domu - co jednak nie stanowiło żadnej przeszkody, gdyż wagarując cały czas spędzałem z nimi. Podczas tych spotkań poznałem człowieka, którego wszyscy nazywali "Argentyńczykiem". On podczas wędrówek po górach spytał mnie czy nie znam osoby, która posiadała jakąś niewiarygodną wiedzę na temat podziemnego świata, dziwnych istot. Przez cztery lata, raz w roku, na przełomie lipca i sierpnia spotykaliśmy się na Soboniu. Podczas ostatniego spotkania ów człowiek stwierdził, że moja wiedza jest na tyle rozległa, że może rozmawiać ze mną otwarcie: "Od kilkudziesięciu lat, szukam po całym świecie pewnych artefaktów, które znalazły się w posiadaniu Niemców. Większość ludzi traktuje mnie jak nawiedzonego. Czy słyszałeś kiedyś opowieści o postaci zwanej 'Baphometem'? Czy znany jest ci 'kult wilka'? Wiem kto przekazywał Ci wiedzę dotyczącą tego, co tu się działo - mam prośbę,czy mógłbyś mi to opowiedzieć swoimi słowami?" Nie zastanawiając się zbyt długo, opowiedziałem mu to, co przekazał mi Jarecki. Gdy skończyłem opowiadać, powiedziałem, że teraz ja mam prośbę: "Dlaczego nazywają pana 'Argentyńczykiem' skoro jest pan Niemcem?" Spojrzał na mnie i odpowiedział: "Gdyż powojenne ślady tego, czego tu szukamy prowadzą właśnie do Argentyny oraz do krajów sąsiadujących, gdzie uciekali Niemcy posiadający wiedzę oraz technologię...
Subskrybuj:
Posty (Atom)