piątek, 20 stycznia 2012

niby nic ,a jednak

Panie Darku,

przesyłam Panu tekst znaleziony na stronie NowaAtlantyda.com

Ojciec amerykańskiego programu kosmicznego - Wernher von Braun - był
jednocześnie jednym z najbardziej zasłużonych naukowców w służbie
hitlerowskich Niemiec. Ten fakt, był jednak przez lata ukrywany i
niewielu Amerykanów zdawało sobie sprawę z niezbyt chwalebnej
przeszłości bohatera podbojów kosmicznych.

Podobnie działo się z innymi niemieckimi naukowcami, którym po
przyjeździe do Stanów zmieniano życiorysy i usuwano ślady współpracy
z
faszystami. Najbardziej zasłużoną osobą niosącą pomoc wymykającym
się
sprawiedliwości byłym hitlerowcom był John J. McCloy. Utrzymywał on
wiele oficjalnych kontaktów z Niemcami jeszcze przed wojną a także
podczas jej trwania, zanim przystąpili do niej Amerykanie. Był on
wpływowym członkiem zarządu City Bank, największego kredytodawcy III
Rzeszy. To dzięki McCloyowi nigdy nie zbombardowano dróg prowadzących
do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, po to by powstrzymać transporty
z nowymi więźniami. Uważał on, że taka akcja byłaby bardzo
niebezpieczna dla amerykańskich bombowców, atakujących teren gęsto
naszpikowany obroną przeciwlotniczą. W rzeczywistości było wręcz
odwrotnie. Amerykańskie wyprawy bombowe startujące z włoskiej Foggi
często mijały na swojej drodze obóz w Auschwitz, nie niepokojone przez
Niemców. Kiedy ponowiono prośbę, aby zbombardować choćby tylko
krematoria na terenie obozu, McCloy znów wkroczył do akcji, uznając,
że byłoby to tym razem zbyt niebezpieczne dla więźniów.

Gdy świat w końcu ze zgrozą dowiedział się o skali mordów jakie
miały
miejsce w Auschwitz, przyciśnięty do ściany McCloy dawał do
zrozumienia że nie miał z zakazem bombardowania obozu nic wspólnego,
bo wykonywał polecenia samego prezydenta Roosvelta sugerując przy tym,
że jest on antysemitą. Stwarzał wrażenie, że pozycja Asystenta
Sekretarza Wojny nie pozwalała mu na wydawanie bezpośrednich rozkazów
i że mógł jedynie sugerować dowódcom podjęcie lub zaprzestanie
jakiejś
operacji wojskowej. Jednak np. gen. Jacob L. Devers bez problemów
przystał na sugestię McCloya, aby ominąć i tym samym oszczędzić
niemieckie miasteczko Rothenburg ob der Tauber. Po wojnie wdzięczni
mieszkańcy miasteczka przyznali McCloyowi tytuł honorowego obywatela.
Mimo jawnej sympatii do Niemców - choć być może właśnie z tego
powodu
- John J. McCloy został mianowany Wysokim Komisarzem do spraw Niemiec
i pomagał niemieckiej elicie - często byłym członkom NSDAP -
bezpiecznie przesiedlić się do USA.

Protegowanym McCloya był Allen Dulles - prawnik reprezentujący
hitlerowski Schröder Bank. Podczas wojny Dulles był grubą rybą w OSS -
ówczesnym amerykańskim wywiadzie wojskowym. Po wojnie OSS rozwiązano i
na jej miejsce stworzono CIA, której Dulles został dyrektorem.
Zaprzyjaźniony z McCloyem, dzięki pozycji w Agencji, stał się
niezwykle przydatnym pomocnikiem w wybielaniu faszystowskich
życiorysów. To, co dodatkowo łączyło McCloya z Dullesem była
wspólna
nienawiść do prezydenta Kennedy'ego. Ironią losu było to, że po
tragicznej śmierci prezydenta w Dallas, obaj przyjaciele zasiedli w
tzw. Komisji Warrena, powołanej by zbadać wszelkie okoliczności
zamachu na głowę amerykańskiego państwa. To McCloy wraz z Dullesem
przeforsowali pogląd, że za zamachem stoi Harvey Oswald, który miał
działać w pojedynkę, bez udziału jakiejś szerszej konspiracji
przeciwko Kennedy'emu.

John J. McCloy funkcję Wysokiego Komisarza do spraw Niemiec utrzymał
aż do 1952 roku, kiedy to utworzono Republikę Federalną Niemiec. Nowa
niemiecka republika powstawała pod jego okiem i nadzorem, a McCloy
masowo uniewinniał hitlerowskich aparatczyków. Uniewinnił także
Ernesta von Weizsäckera, SS-mana, ambasadora III Rzeszy przy
Watykanie. Jego syn Richard, kiedy został niemieckim prezydentem,
przyznał McCloyowi honorowe niemieckie obywatelstwo.

John J. McCloy do końca życia pozostał jedną z najbardziej wpływowych
osób w USA i nigdy nie wnikano w motywy jego sympatii do Niemców.

1 komentarz:

  1. Czy można prosić o jakieś potwierdzenie tych "rewelacji" ?

    OdpowiedzUsuń

Merytorycznie, bez wulgaryzmów, bez ataków ad personam.