Sięgając pamięcią wstecz do przekazów Jareckiego. Szczególnie tych dotyczących przemian w Europie i na świecie, do których nie przywiązywałem nigdy większej wagi, odnoszę się teraz z coraz większym szacunkiem i powagą. Podczas jednego z naszych spotkań, gdy Jarecki zalewał mnie potokiem informacji dziwnych i szalonych, padło jedno zdanie: "po milenium przyjdzie okres trwogi i rozpadu systemów politycznych w Europie". Jak zwykle spytałem co to ma wspólnego ze mną? Odparł iż będę tego bezpośrednim świadkiem. Zaczął beznamiętnie opowiadać o rozpadającym się systemie monetarnym, o całkowitym pozbawieniu ludzi starszych swojej funkcji w społeczeństwie, nikt nie będzie korzystał z ich wiedzy i doświadczenia, nastąpi upadek moralności, ludzie odwrócą się od swoich przywódców w kierunku fałszywego boga. Spytałem o kim mówi, Baphomecie czy jakimś innym stworze. Taka moja gadka doprowadzała go do szału, wyzywał mnie od ignorantów i niedouków, lecz pocieszał się tym, że wiadomości które mi przekazuję pozostaną w mojej głowie.
- "Wielki budowniczy przewidział taką sytuację przepowiadając swoim zwolennikom, że przegrana nie oznacza klęski, by nigdy nie wierzyli w jego śmierć, a zejście jest tylko chwilowe, będzie trwało 60-70 lat. Ich powrót będzie naznaczony rodzącym się chaosem i niepokojem wśród ich zwycięzców (aliantów). Okres ów, zwycięzcy (zjednoczona Europa) przetrwonią na zabawy, śpiew i tańce, gdy ich (naziści, illuminaci, masoni) potęga odrodzi się w krajach tzw. trzeciego świata."
Sytuacja, którą mi wtedy przytoczył jest teraz wyraźna jak na dłoni. Zjednoczona Europa drży w posadach (twór niemający prawa bytu), a kraje arabskie obalają jednego tyrana po drugim, ustalając jedną dominującą władzę (Islam).
Większość przekazów Jareckiego sprawdziła się. Zakłady nie istnieją, ślady zostały zatarte, poszukiwacze są między sobą maksymalnie skłóceni, nikomu nie zależy na odkryciu prawdy...
czwartek, 27 października 2011
piątek, 21 października 2011
(...)
Patrząc na geopolityczną sytuację świata , europy pokuszę się o małą spekulację . Wyniki moich poszukiwań dają dwojakie owoce , podnoszą na duchu , a zarazem przytłaczają .To z czym teraz mamy do czynienia w historii świata (ludzkości ) już się wydarzyło , Majowie , Persowie , Etruskowie , Egipcjanie , przykład najbardziej nas polaków interesujący Napoleon Bonaparte uznany z antychrysta jest naszym symbolem narodowym zaznaczam iż mamy konkordat i sławimy syna Baleeala , - da nam przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy-(cytat) .Niemcy okresu panowania byli w swoistym amoku , lecz Rosjanie nie odbiegali od nich daleko obie strony oddawały hołd , kult jednostki Adolf i Józef , boskim istotom znamy to z historii imion istnieje nie przebrana ilość . Pokuszę się o stwierdzenie ,że my nie potrafimy żyć bez boskiej ingerencji , wojny są tego przykładem miliony ofiar składanych na stosach ,aby oddać cześć Panom .My jako istoty rozumne potrafimy dorobić ideologię do każdego zdarzenia czy sytuacji , lecz dlaczego nie kojarzymy faktów . Przykładów rozpadu naszej cywilizacji dostajemy co dziennie dziesiątki , nawet manifestacje Ufo czy pojawianie się dziwnych istot to są wszystko przekazy , dlaczego je ignorujemy . Zastanawia mnie ogólne kłamstwo w ,które wierzymy mianowicie przekaz katolicki może urażam teraz czyjeś uczucia religijne przepraszam , ale kościól katolicki to najbardziej zakłamana organizacja jaka do tej pory poznałem .Kapłani innych wyznań nie dorastają im do pięt , po ewakuacji nazistów w 1945 bp Houdal tzw kanał watykański , gdzie kapłani budują swą potęgę no właśnie tam gdzie uciekli naziści czyli ,złoto z zębów ofiar z wszystkich Kacetów , kraje tzw trzeciego świata , to tu Watykan staje na nogi rośnie w siłę zataja fakty i przejmuje kontrole nad Europą to nie koniec , pokłosiem ich działań jest Islam , który posrednio finansowany przez duchownych rośnie w siłę ... I tu mamy odpowiedz częsciową dwie strony najpierw USA kontra ZSRR , a teraz Wiara kontra Wiara , czy to przypadek , chyba nie to celowe działanie , dzień zapłaty za zabawę w bogów jest już za drzwiami puka coraz śmielej ....
wtorek, 18 października 2011
Arnold Buholtz
W 1945 rosjanie spuścili wodę z czterech stawów , piąty mimo wielu prób ciągle nie dał się osuszyć .Teren był zamkniety dla ludności ,czasami dało się usłyszeć odgłosy wybuchów badz serii z karabinu , moi rodzice zajeli dom -mieszkanie na ul Leśnej , ojciec często przez okno widział dziwne transporty jakie ruscy zwozili z lasu ,skrzynie , rury ,jakieś dziwne pojemniki .Saperzy polscy informowali , że ze względów bezpieczeństwa wysadzane są niemieckie sztolnie , . Wiem z opowieści babci , o szabrownikach , o tunelach pełnych jedzenia i o dziwnych małpach ,które uciekły z ZOO.Jednak najbardziej zapamiętałem opowieść o czyszczeniu stawu czwartego , o dziwnych pojemnikach jakie z niego wydobywano ,możesz mnie posądzić że pod wpływem opowieści ;Jareckiego ; o tym wspominam , lecz to moga byc te pojemniki , które on widział podczas zatapiania , na pewno przy tych pracach obecny był Dalmuss ,.Ja urodiłem się w 1957 , jako nastolatek znajdowałem dziwne przedmioty ,i opisany przez ciebie pojemnik oraz tą galaretowatą breje znależliśmy w kostnicy (szpital) to były czasy gdy dr Mraczek był tam dyrektorem ,.Sytuacja zmusiła naszą rodzinę do wyjazdu w latach 70 do RFN.Często wracam w te tereny , a ostatnio dowiedziałem się o tobie nazywam sie Arnold Buholtz i chetnie podziele się swoimi wspomnieniami .PS pamiętam miejsce , tam teraz jest stadion , a był pas startowy tam stały ruskie kukuryżniki,gdzie zakopano hełmy oraz elementy uzbrojenia .Pozdrawiam.
niedziela, 9 października 2011
Podążając tropem c.d.
Podążając tropem transportów do Riese otrzymuję telefon od Hildegardy Sałach (Sałam) z prośbą abym zainteresował się niszczeniem wagonów, którymi wywieziono jej rodziców do Gross Rosen z Lidzsmanstadt Ghetto. Mam świadków istnienia owych wagonów, które znajdowały sie na bocznicy. Jak dziś wyglądają przedstawiają zamieszczone filmiki. Jak wiadomo, na terenie łódzkiego getta swoje zakłady produkcyjne posiadał Hugo Boss (osobisty krawiec Hitlera), była tu manufaktura Kruppa i Siemiensa. Około 10 % wykwalifikowanych pracowników getta łódzkiego trafia do Gross Rosen, skąd część dociera do miejscowości Wustegiersdorf, gdzie zostają wyzwoleni. Z opowieści Pani Hildegardy dowiaduję się o pracy jaką wykonywał jej ojciec - pracował nad włóknami odpornymi na wysoką temperaturę (nie był to azbest). Wspomina zakłady włókiennicze, w których zostali zakwaterowani. Odwiedziła je po wojnie kilkukrotnie. Mama nadzieję, że nasza znajomość przyniesie owocne materiały. Na wspomnianej stacji wszystko, co związane jest z okresem II Wojny Światowej, ma zostać zburzone lub przebudowane do końca tego roku. Pracownicy stacji byli wobec mnie bardzo agresywni, więc przepraszam za jakość filmu, gdyż kręcony był w bardzo wielkim pośpiechu.
czwartek, 29 września 2011
Strzelnica w Walimiu - moje prywatne badania ?
Podczas moich licznych poszukiwań i prac, jako jedyny przekopałm wzdłuż i wszerz teren tak zwanej czwartej sztolni w Rzeczce, czego dowodem są poniższe zdjęcia i film. Efektem owych prac jest strzelnica, która do dziś prawdopodobnie jeszcze stoi. Wiele osób zarzuca mi kłamstwo lecz w wielu przypadkach, jeśli chodzi o fakty sprawdzalne dysponuję materiałem poglądowym.
Przedmioty, które znalazłem podczas wykopalisk, między innymi kości, fragmenty żeber i piszczeli oficjalnie przez ówczesnego dyrektora obiektu zostały uznane za świńskie, a poniemieckie odznaczenia wojskowe - pióro wieczne oraz przedmioty codziennego użytku datowane na 1943/44 rok, miały pochodzić z wysypiska śmieci, które miało się kiedyś znajdować tym miejscu. Kanał, do którego się dokopałem miał być kanałem burzowym zbudowanym w latach 60. Fiolki po lekach nosiły datę 1944 rok i wyprodukowane były przez firmę Bayer - zostały przekazane ówczesnemu dyrektorowi Rzeczki oraz członkom SGP. Miały znaleźć się na ekspozycji muzealnej.
Jednak najciekawsze są relacje ludzi, którzy odwiedzali nas podczas prac. Opowiadali niesamowite historie dotyczące tego miejsca. Moja praca w całym Walimiu wywołała sporą sensację. Przynosili zdjęcia, snując przy ognisku opowieści do złudzenia przypominające opowieści Jareckiego, z tego okresu pochodzą też opowiadania Pana Stanisława. Codziennie ktoś mnie odwiedzał wskazując nowe miejsca, w których należało kopać. Wtedy to właśnie usłyszałem po raz pierwszy o tunelu łączącym wszystkie sztolnie (kanał technologiczny drożny jeszcze w latach 50.). Teren wokół sztolni został zmieniony w momencie budowy nowej drogi (pragnę podkreślić, że stara droga to ta, która prowadzi na parking, a nowa z kamiennym nasypem powstała dużej później. Jeszcze ja pamiętam z dzieciństwa, że na przeciwko trzech sztolni znajdowała się czwarta, w dniu dzisiejszym jest tam kamienna ściana, a nad nią droga). Dziwi mnie, że ówczesne władze zaprzeczały, że w tym miejscu istniały baraki, a na pewno nie było tam żadnej sztolni.
Mógłbym przytoczyć jeszcze wiele przykładów, ale czekam aż ktoś z mieszkańców Walimia odważy się i opisze wspomnienia swoich dziadków oraz rodziców dotyczące dziwnych i niewytłumaczalnych zjawisk, które miały miejsce od 1945 do 1955 roku, a może znajdzie się taki odważny, który zrelacjonuje jedną z najbardziej tragicznych historii Walimia - mianowicie o ojcu, który wymordował całą swoją rodzinę (większość swojego życia spędził w podziemiach). Po zatrzymaniu twierdził, że było to konieczne, że "oni" kazali mu zrobić - cokolwiek miałoby to znaczyć...
Przedmioty, które znalazłem podczas wykopalisk, między innymi kości, fragmenty żeber i piszczeli oficjalnie przez ówczesnego dyrektora obiektu zostały uznane za świńskie, a poniemieckie odznaczenia wojskowe - pióro wieczne oraz przedmioty codziennego użytku datowane na 1943/44 rok, miały pochodzić z wysypiska śmieci, które miało się kiedyś znajdować tym miejscu. Kanał, do którego się dokopałem miał być kanałem burzowym zbudowanym w latach 60. Fiolki po lekach nosiły datę 1944 rok i wyprodukowane były przez firmę Bayer - zostały przekazane ówczesnemu dyrektorowi Rzeczki oraz członkom SGP. Miały znaleźć się na ekspozycji muzealnej.
Jednak najciekawsze są relacje ludzi, którzy odwiedzali nas podczas prac. Opowiadali niesamowite historie dotyczące tego miejsca. Moja praca w całym Walimiu wywołała sporą sensację. Przynosili zdjęcia, snując przy ognisku opowieści do złudzenia przypominające opowieści Jareckiego, z tego okresu pochodzą też opowiadania Pana Stanisława. Codziennie ktoś mnie odwiedzał wskazując nowe miejsca, w których należało kopać. Wtedy to właśnie usłyszałem po raz pierwszy o tunelu łączącym wszystkie sztolnie (kanał technologiczny drożny jeszcze w latach 50.). Teren wokół sztolni został zmieniony w momencie budowy nowej drogi (pragnę podkreślić, że stara droga to ta, która prowadzi na parking, a nowa z kamiennym nasypem powstała dużej później. Jeszcze ja pamiętam z dzieciństwa, że na przeciwko trzech sztolni znajdowała się czwarta, w dniu dzisiejszym jest tam kamienna ściana, a nad nią droga). Dziwi mnie, że ówczesne władze zaprzeczały, że w tym miejscu istniały baraki, a na pewno nie było tam żadnej sztolni.
Mógłbym przytoczyć jeszcze wiele przykładów, ale czekam aż ktoś z mieszkańców Walimia odważy się i opisze wspomnienia swoich dziadków oraz rodziców dotyczące dziwnych i niewytłumaczalnych zjawisk, które miały miejsce od 1945 do 1955 roku, a może znajdzie się taki odważny, który zrelacjonuje jedną z najbardziej tragicznych historii Walimia - mianowicie o ojcu, który wymordował całą swoją rodzinę (większość swojego życia spędził w podziemiach). Po zatrzymaniu twierdził, że było to konieczne, że "oni" kazali mu zrobić - cokolwiek miałoby to znaczyć...
wtorek, 27 września 2011
Podążając tropem...
Moje ostatnie wyprawy zaprowadziły mnie na wybrzeże - konkretnie zatoka Pucka, Hel, Władysławowo, Karwia. Zawiódł mnie tam trop ostatniego transportu z Rogoźnicy (dla niewtajemniczonych: KL Gross-Rosen). Relacje świadków z tego okresu podkreślają przybycie do Władysławowa dziwnego transportu w skład którego wchodziły dziwne kolorowe istoty - byli to najprawdopodobniej jeńcy z Ludwikowic. Resztę wyjaśni film.
Sprawdzając tropy
Trafiłem prawdopodobnie na najlepiej zachowaną twarz Baphometa - pochodzi z 1697 roku - identyczną widziałem tylko na dwóch zamkach: Grodno oraz Czocha. O takich twarzach bardzo często wspominał Jarecki, że będą to dla mnie wskazówki. Znajduje się tam także jedna z niewielu mosiężnych płyt grobowych z wyrytymi herbami oraz z pośmiertnym epitafium (takich płyt używano tylko i wyłącznie do zamknięcia czeluści piekielnych, których strzega lwy). W owym zamku wyżęj wymienionych symboli jest aż nadto. U wejścia do piwnicy stoi owa płyta, naprzeciw niej stoi stół oraz krzesła z lwami, a także rzeźba drewniana gdzie na wysokości narządó rodnych mężczyzny znajduje się głowa herubinka, a nieopodal wspomniana podobizna Baphometa, znajdujeącasię na bogato zdobionej szafie, której elementy można odnalkeźć na elewacji bramy wejściowej zamku Grodno. To daje do myslenia. A to wszystko znajduje się w zamku w Krokowej - posesji rodu von Krockov - 7 km od Karwi.
piątek, 16 września 2011
Jugowice
Pan Stanisław jest jedną z niewielu żyjących osób, które pamiętają dokładnie wydarzenia z 1945 roku. W Jugowicach pojawił się już 15 czerwca 1945 roku. Także nazywa sprawy takimi jakie były. Na Dolny Śląsk przyciągnął go "szaber". Posuwał się w ślad za Armią Czerwoną. Jak to określił: Gdy Wrocław jeszcze płonął ja już tam byłem. Na dworcu głownym uciekaliśmy przed Niemcami, którzy próbowali zabić.
Gdy wrócił do Lwowa, bo stamtąd pochodził wraz z całą rodziną, został przesiedlony właśnie do Jugowic. Gdy przybyli na miejsce było zaledwie 2 miesiące po wojnie. Cała infrastruktura była pozostawiona przez Niemców, park maszynowy oraz dobytek był nienaruszony. W jego pamięci te obrazy są idealnie zachowane. Opowiada z detalami gdzie znajdowały się obozy, baraki, maszyny. Tunele jugowickie były nienaruszone. W głównym była sprawna instalacja elektryczna. Wokół znajdowała się masa porzuconej broni. Mnie jednak najbardziej interesuje wnętrze tunelu. Na moje pytania pan Stanisław odpowiada z wyraźną nieufnością bowiem dotyczą one tematów, które są tabu wśród okolicznych mieszkańców. Dopiero gdy opowiadam o przeżyciach mojego ojca lub historie zasłyszane od Jareckiego, pan Stanisław nabiera ufności i zaczyna opowiadać bez skrępowania. Jego zięć oraz jeden z przewodników, którzy są świadkami naszej rozmowy są zaskoczeni opowieściami dziadka. Należy zaznaczyć, że Pan Stanisław w Walimiu jest uważany za osobę godną zaufania, a jego relacje traktowane są z największą powagą.
Dziadek potwierdza istnienie metalowej tablicy (chyba była z miedzi lub z brązu), na której były dziwne rysunki oraz pismo, które nazywał "żydowskim". Znajdowała się ona za drugim rzędem stempli. Rysujemy szkic tunelu. Rząd stempli zajmuje około 10 metrów. Jakieś 5 metrów od wejścia, po lewej stronie znajduje się rząd włączników, ja je nazywa. Gdy szkicuje okazuje się, okazuje się, że jest to tablica windowa, taka sama jaka znajduje się w zamku Książ. Rysujemy dalej tunel oraz chodniki. Po zakończeniu części wejściowej zaczyna się tunel drążony w skale o wysokości i szerokości pozwalającej na przejechanie pociągu. Przez chwilę zastanawia się i dodaje: "po prawej stronie jest wejście do kanału". Te słowa mnie ożywiają. Zadaję kilka pytań. O istnieniu tego kanału mogły wiedzieć tylko osoby, które go widziały ponieważ został zniszczony na przełomie czerwca i lipca 1945 roku. Idąc dalej, po prawej stronie są trzy chodniki, kolejka torowa, przewody i instalacje, które są w idealnym stanie, kanalizacja działa. Przeciąg jest tak silny, że gasną świece. Po opisie tunelu zadaję pytanie dotyczące dziwnych rysunków oraz znaków. Odpowiedź jest zaskakująca. " Było ich tu pełno, to pewnie Żydzi pisali o sobie, bo oni to wszystko robili. Były jakieś rysunki i znaki - kto by się nimi wtedy przejmował. Utkwił mi jednak w pamięci jeden rysunek. Duży, na ścianie z betonu. Było na nim dwoje ludzi, jeden bardzo wysoki, a drugi karzełek. Obaj mieli dziwne zniekształcone głowy". Pokazuję szkic z pamiętnika Jareckiego, potwierdza bez wahania. Ożywia się coraz bardziej. W tym momencie nie wytrzymuje zięć pana Stanisława: "Jest tu jeszcze jeden człowiek, który narysował nam coś takiego, lecz jego syn stwierdził, że ni będzie tych rysunków nikomu pokazywał, ani o nich rozmawiał, bo jego ojciec to wariat, który rysuje "ufo". Z wyrzutem spytał dziadka dlaczego nie mówił o tym wcześniej - "bo byście też mnie za wariata wzięli" - odpowiedział.
CDN...
Gdy wrócił do Lwowa, bo stamtąd pochodził wraz z całą rodziną, został przesiedlony właśnie do Jugowic. Gdy przybyli na miejsce było zaledwie 2 miesiące po wojnie. Cała infrastruktura była pozostawiona przez Niemców, park maszynowy oraz dobytek był nienaruszony. W jego pamięci te obrazy są idealnie zachowane. Opowiada z detalami gdzie znajdowały się obozy, baraki, maszyny. Tunele jugowickie były nienaruszone. W głównym była sprawna instalacja elektryczna. Wokół znajdowała się masa porzuconej broni. Mnie jednak najbardziej interesuje wnętrze tunelu. Na moje pytania pan Stanisław odpowiada z wyraźną nieufnością bowiem dotyczą one tematów, które są tabu wśród okolicznych mieszkańców. Dopiero gdy opowiadam o przeżyciach mojego ojca lub historie zasłyszane od Jareckiego, pan Stanisław nabiera ufności i zaczyna opowiadać bez skrępowania. Jego zięć oraz jeden z przewodników, którzy są świadkami naszej rozmowy są zaskoczeni opowieściami dziadka. Należy zaznaczyć, że Pan Stanisław w Walimiu jest uważany za osobę godną zaufania, a jego relacje traktowane są z największą powagą.
Dziadek potwierdza istnienie metalowej tablicy (chyba była z miedzi lub z brązu), na której były dziwne rysunki oraz pismo, które nazywał "żydowskim". Znajdowała się ona za drugim rzędem stempli. Rysujemy szkic tunelu. Rząd stempli zajmuje około 10 metrów. Jakieś 5 metrów od wejścia, po lewej stronie znajduje się rząd włączników, ja je nazywa. Gdy szkicuje okazuje się, okazuje się, że jest to tablica windowa, taka sama jaka znajduje się w zamku Książ. Rysujemy dalej tunel oraz chodniki. Po zakończeniu części wejściowej zaczyna się tunel drążony w skale o wysokości i szerokości pozwalającej na przejechanie pociągu. Przez chwilę zastanawia się i dodaje: "po prawej stronie jest wejście do kanału". Te słowa mnie ożywiają. Zadaję kilka pytań. O istnieniu tego kanału mogły wiedzieć tylko osoby, które go widziały ponieważ został zniszczony na przełomie czerwca i lipca 1945 roku. Idąc dalej, po prawej stronie są trzy chodniki, kolejka torowa, przewody i instalacje, które są w idealnym stanie, kanalizacja działa. Przeciąg jest tak silny, że gasną świece. Po opisie tunelu zadaję pytanie dotyczące dziwnych rysunków oraz znaków. Odpowiedź jest zaskakująca. " Było ich tu pełno, to pewnie Żydzi pisali o sobie, bo oni to wszystko robili. Były jakieś rysunki i znaki - kto by się nimi wtedy przejmował. Utkwił mi jednak w pamięci jeden rysunek. Duży, na ścianie z betonu. Było na nim dwoje ludzi, jeden bardzo wysoki, a drugi karzełek. Obaj mieli dziwne zniekształcone głowy". Pokazuję szkic z pamiętnika Jareckiego, potwierdza bez wahania. Ożywia się coraz bardziej. W tym momencie nie wytrzymuje zięć pana Stanisława: "Jest tu jeszcze jeden człowiek, który narysował nam coś takiego, lecz jego syn stwierdził, że ni będzie tych rysunków nikomu pokazywał, ani o nich rozmawiał, bo jego ojciec to wariat, który rysuje "ufo". Z wyrzutem spytał dziadka dlaczego nie mówił o tym wcześniej - "bo byście też mnie za wariata wzięli" - odpowiedział.
CDN...
niedziela, 28 sierpnia 2011
Sprawozdanie
"Witam Panie Darku.
Poznaliśmy się na pierwszym zlocie w Walimiu i nie ukrywam, że od tego momentu należałem do ścisłego grona pańskich prześmiewców. Niejednokrotnie był pan obiektem naszych żartów podczas spotkań w Hubercie, gdzie prym wiodły Pani Iza i jej poplecznicy, jednak po ostatnich wydarzeniach na Soboniu i w Rzeczce muszę oddać Panu honor oraz ukłon ku Pańskiej wiedzy. Podczas jednej z suto zakrapianych imprez w Hubercie, gdzie był też jeden z Pańskich pseudo przyjaciół - Pan Zbigniew - podszedł do nas leciwy staruszek, z którym kilka lat temu przeprowadzał Pan wywiad. Oświadczył, że nie mamy prawa drwić z pańskiej wiedzy, gdyż ona jest przekazem autentycznym pochodzącym od być może naocznych świadków. Zarzucił nam zazdrość i małostkowość. Kilka osób zrozumiało słowa dobitnie, zachęcając Pana Stanisława do opowieści, lecz wielkie było rozczarowanie gdy oświadczył, iż ostatni wywiad jakiego udzielił został udzielony :Panu. Wiem, że świadkami owego wywiadu był Dariusz oraz kilka innych osób z tak zwanego ścisłego grona SGP. Nie to jednak jest tematem mojego listu, ale wydarzenia wcześniej wspomniane. Ekipa, która tego Doświadczyła składała się z pięciu osób. Udaliśmy się na Soboń w celu ustalenia prac jakie będziemy prowadzić pod egidą jednego z wydawnictw.
Był sierpniowy wieczór, około godziny 20:30. Znajdowaliśmy się na szczycie Sobonia przy tzw. windzie, gdy nagle od strony przepompowni usłyszeliśmy przeraźliwy skowyt przechodzący w wycie, przypominało to wycie wilka lecz było bardziej donośne. Mnie osobiście sparaliżował strach, pozostała czwórka stała w milczeniu. Ich spojrzenia były pełne przerażenia. Nie wiem ile to trwało, lecz po chwili instynktownie zaczęliśmy iść w kierunku przepompowni. Nasze milczenie oraz cisza panująca wokół była przerażająca. Gdy doszliśmy do wykopu windowego ujrzeliśmy postać w płaszczu przypominającym szynel wojskowy. Postać była wysoka, miała około 180 cm wzrostu, na nogach miała buty przypominające ortopedyczne. Owionął nas przenikliwy fetor. Patrzyła na nas w milczeniu (muszę dodać, że każdy z nas jest pragmatykiem, nie wierzymy w mrzonki, tym bardziej Pani redaktor naczelna. Cała nasza piątka czuła się osaczona przez stado psów. Pod stopami czułem wibracje, mój umysł podsuwał niewytłumaczalne schematy i obrazy. Czas zdawał się stać w miejscu. Po chwili postać odwróciła się w milczeniu, odgłosy psów oddaliły się, wokół nas pozostała nieprzenikniona cisza. Żadne z nas w drodze powrotnej do samochodu nie odezwało się ani słowa, przyjaciel Pani redaktor oświadczył iż to się nie wydarzyła, a na moje pytanie dlaczego tak mówi, oświadczył, że wszyscy byliśmy pod wpływem alkoholu oraz tematów przez Pana poruszanych. Osobiście nie wierzę w zbiorową halucynację, od dzisiaj na pewno będę podchodził z dużą dozą respektu do pańskiej pracy. Do końca i tak nie wierzę w to,co widziałem, ale jestem w stanie zrozumieć opowieści, o których Pan wspomina oraz opowieści osób przekazujących Panu tą wiedzę. Wiem, że wystawiam się teraz na potępienie ze strony pozostałej czwórki..."
A.B.
Poznaliśmy się na pierwszym zlocie w Walimiu i nie ukrywam, że od tego momentu należałem do ścisłego grona pańskich prześmiewców. Niejednokrotnie był pan obiektem naszych żartów podczas spotkań w Hubercie, gdzie prym wiodły Pani Iza i jej poplecznicy, jednak po ostatnich wydarzeniach na Soboniu i w Rzeczce muszę oddać Panu honor oraz ukłon ku Pańskiej wiedzy. Podczas jednej z suto zakrapianych imprez w Hubercie, gdzie był też jeden z Pańskich pseudo przyjaciół - Pan Zbigniew - podszedł do nas leciwy staruszek, z którym kilka lat temu przeprowadzał Pan wywiad. Oświadczył, że nie mamy prawa drwić z pańskiej wiedzy, gdyż ona jest przekazem autentycznym pochodzącym od być może naocznych świadków. Zarzucił nam zazdrość i małostkowość. Kilka osób zrozumiało słowa dobitnie, zachęcając Pana Stanisława do opowieści, lecz wielkie było rozczarowanie gdy oświadczył, iż ostatni wywiad jakiego udzielił został udzielony :Panu. Wiem, że świadkami owego wywiadu był Dariusz oraz kilka innych osób z tak zwanego ścisłego grona SGP. Nie to jednak jest tematem mojego listu, ale wydarzenia wcześniej wspomniane. Ekipa, która tego Doświadczyła składała się z pięciu osób. Udaliśmy się na Soboń w celu ustalenia prac jakie będziemy prowadzić pod egidą jednego z wydawnictw.
Był sierpniowy wieczór, około godziny 20:30. Znajdowaliśmy się na szczycie Sobonia przy tzw. windzie, gdy nagle od strony przepompowni usłyszeliśmy przeraźliwy skowyt przechodzący w wycie, przypominało to wycie wilka lecz było bardziej donośne. Mnie osobiście sparaliżował strach, pozostała czwórka stała w milczeniu. Ich spojrzenia były pełne przerażenia. Nie wiem ile to trwało, lecz po chwili instynktownie zaczęliśmy iść w kierunku przepompowni. Nasze milczenie oraz cisza panująca wokół była przerażająca. Gdy doszliśmy do wykopu windowego ujrzeliśmy postać w płaszczu przypominającym szynel wojskowy. Postać była wysoka, miała około 180 cm wzrostu, na nogach miała buty przypominające ortopedyczne. Owionął nas przenikliwy fetor. Patrzyła na nas w milczeniu (muszę dodać, że każdy z nas jest pragmatykiem, nie wierzymy w mrzonki, tym bardziej Pani redaktor naczelna. Cała nasza piątka czuła się osaczona przez stado psów. Pod stopami czułem wibracje, mój umysł podsuwał niewytłumaczalne schematy i obrazy. Czas zdawał się stać w miejscu. Po chwili postać odwróciła się w milczeniu, odgłosy psów oddaliły się, wokół nas pozostała nieprzenikniona cisza. Żadne z nas w drodze powrotnej do samochodu nie odezwało się ani słowa, przyjaciel Pani redaktor oświadczył iż to się nie wydarzyła, a na moje pytanie dlaczego tak mówi, oświadczył, że wszyscy byliśmy pod wpływem alkoholu oraz tematów przez Pana poruszanych. Osobiście nie wierzę w zbiorową halucynację, od dzisiaj na pewno będę podchodził z dużą dozą respektu do pańskiej pracy. Do końca i tak nie wierzę w to,co widziałem, ale jestem w stanie zrozumieć opowieści, o których Pan wspomina oraz opowieści osób przekazujących Panu tą wiedzę. Wiem, że wystawiam się teraz na potępienie ze strony pozostałej czwórki..."
A.B.
czwartek, 11 sierpnia 2011
Plan Trzech Wojen Światowych
Podczas ostatniego pobytu w TUCZNIE osobiscie poznałem wnuczkę dr.Ernsta Schafera. Podczas obiadu usiadła na przeciwko mnie leciwa staruszka i nieustannie się we mnie wpatrywała , w pewnym momencie rozpoznałem jej twarz i zapytałem czy czasem tak sie nie nazywa. Owa Pani była z tłumaczką ,a jednym ze swiadków tego spotkania byl wlaściciel pałacu Sapetów oraz uczestnicy mojej prelekcji. Na wszystkie pytania Pani odpowiedziała twierdząco. Przedstawiła się jako wnuczka jednego z największych archeologów Himmlera, także potwierdzona tożsamość jest nie podawżalna.
Na moje pytanie dlaczego doszło do naszego spotkania (gdyz napewno to nie był przypadek) odpowiedziała kolokfialnie : " Chciałam zobaczyć jak aktualnie wyglądasz " -W trakcie dalszej rozmowy podkresliła znaczenie "planu trzech wojen światowych ",pytając jednocześnie dlaczego pomijam ten temat , że to jest moim obowiązkiem dzielić się tą informacja także.
Mazzini i Pike pojmowali ,że zjednoczenie całej Europy pod sztandarem Illuminizmu będzie skrajnie trudne, jeżeli nie niemozliwe. Duch narodowy przenika mocno dusze ludzką i jest trudny do wykorzenienia zwłaszcza na kontynencie targanym wojnami przez wiele stuleci. Dlatego zaczeli Oni pracować nad swoim największym planem, tak dalekosiężnym, że tylko czytelnik obeznany z wielką potęgą tajnych towarzystw mógłby w to uwierzyc.
W 1871 r. Mazzini wydał list , w którym nakreslił trzy czesciowy plan docelowy Illuminatów. Ich wielki projekt uwolnienia nie tylko Europy , ale i całego świata od Chrześcijaństwa i poddania ich oświeconej ( Illuminowanej) dyktaturze lucyferanizmu. Ten godny uwagi list był przez wiele lat wystawiany w bibliotece Muzeum Brytyjskiego w Londynie.
Mazzini planował serie wojen swiatowych.
Wojny te miały wpędzić każdy naród w konflikt tak krwawy i chaotyczny, by ostatecznie każdyn naród zrzekł się swej suwerennosci narodowej na rzecz rządu międzynarodowego ( Liga Narodów, ONZ,Unia Europejska) celem zapobieżenia kolejnemu globalnemu rozwlewowi krwi.
Pierwsza z tych wojen światowych miała zgodnie z ich nadziejmi obalić rząd Carski w Rosji i ustanowić dyktature illuminacka- nowy stopień w gamie środków kontroli społeczeństw.
Druga wojna światowa miała pozwolić nowej Rosji Sowieckiej na zdobycie Europy- lub jak sie okazało jej połowe.
Trzecia wojna światowa miała wybuchnąć na bliskim wschodzie, pomiędzy muzułmanami , a żydami i spowodować biblijny Armagedon.
Przed końcem trzeciej wojny światowej zmęczone narody miałybyc gotowe do zaakceptowania jakiegokolwiek planu przynoszącego możliwie najdłuższy pokój, a jednoczącego cały świat pod zgubnym sztandarem LUCYFERAŃSKIEGO PORZĄDKU ŚWIATA ( o tym samym wspomina himmler w swoich opracowaniach.Zafascynowany jest praca Karola Marksa z 1848 r.,"ŻE SŁOWIAŃSKA CHOŁOTA, CZYLI ROSJANIE, A TAKŻE CZESI I CHORWCI SĄ ZACOFANYMI RASAMI, KTRYCH JEDYNA ROLĄ W PRZYSZŁEJ HISTORII ŚWIATA BĘDZIE ROLA MIĘSA ARMATNIEGO").
Fryderyk Engels : " Ostatnia wojna światowa spowoduje zniknięcie z powierzchni całych narodów reakcyjnych.To także bedzie postep.Lecz bez gwałtu i bez braku litości nie da się w historii osiągnąć niczego.".....
Niedawno w Izraelskim Knesecie jeden z ministrów wręcz krzyczał,że jeśli ONZ na spotkaniu we Wrzesniu uzna suwerenność Palestyny, to wybuchnie krwawa wojna i ,że szykują ją muzułmanie.
Na moje pytanie dlaczego doszło do naszego spotkania (gdyz napewno to nie był przypadek) odpowiedziała kolokfialnie : " Chciałam zobaczyć jak aktualnie wyglądasz " -W trakcie dalszej rozmowy podkresliła znaczenie "planu trzech wojen światowych ",pytając jednocześnie dlaczego pomijam ten temat , że to jest moim obowiązkiem dzielić się tą informacja także.
Mazzini i Pike pojmowali ,że zjednoczenie całej Europy pod sztandarem Illuminizmu będzie skrajnie trudne, jeżeli nie niemozliwe. Duch narodowy przenika mocno dusze ludzką i jest trudny do wykorzenienia zwłaszcza na kontynencie targanym wojnami przez wiele stuleci. Dlatego zaczeli Oni pracować nad swoim największym planem, tak dalekosiężnym, że tylko czytelnik obeznany z wielką potęgą tajnych towarzystw mógłby w to uwierzyc.
W 1871 r. Mazzini wydał list , w którym nakreslił trzy czesciowy plan docelowy Illuminatów. Ich wielki projekt uwolnienia nie tylko Europy , ale i całego świata od Chrześcijaństwa i poddania ich oświeconej ( Illuminowanej) dyktaturze lucyferanizmu. Ten godny uwagi list był przez wiele lat wystawiany w bibliotece Muzeum Brytyjskiego w Londynie.
Mazzini planował serie wojen swiatowych.
Wojny te miały wpędzić każdy naród w konflikt tak krwawy i chaotyczny, by ostatecznie każdyn naród zrzekł się swej suwerennosci narodowej na rzecz rządu międzynarodowego ( Liga Narodów, ONZ,Unia Europejska) celem zapobieżenia kolejnemu globalnemu rozwlewowi krwi.
Pierwsza z tych wojen światowych miała zgodnie z ich nadziejmi obalić rząd Carski w Rosji i ustanowić dyktature illuminacka- nowy stopień w gamie środków kontroli społeczeństw.
Druga wojna światowa miała pozwolić nowej Rosji Sowieckiej na zdobycie Europy- lub jak sie okazało jej połowe.
Trzecia wojna światowa miała wybuchnąć na bliskim wschodzie, pomiędzy muzułmanami , a żydami i spowodować biblijny Armagedon.
Przed końcem trzeciej wojny światowej zmęczone narody miałybyc gotowe do zaakceptowania jakiegokolwiek planu przynoszącego możliwie najdłuższy pokój, a jednoczącego cały świat pod zgubnym sztandarem LUCYFERAŃSKIEGO PORZĄDKU ŚWIATA ( o tym samym wspomina himmler w swoich opracowaniach.Zafascynowany jest praca Karola Marksa z 1848 r.,"ŻE SŁOWIAŃSKA CHOŁOTA, CZYLI ROSJANIE, A TAKŻE CZESI I CHORWCI SĄ ZACOFANYMI RASAMI, KTRYCH JEDYNA ROLĄ W PRZYSZŁEJ HISTORII ŚWIATA BĘDZIE ROLA MIĘSA ARMATNIEGO").
Fryderyk Engels : " Ostatnia wojna światowa spowoduje zniknięcie z powierzchni całych narodów reakcyjnych.To także bedzie postep.Lecz bez gwałtu i bez braku litości nie da się w historii osiągnąć niczego.".....
Niedawno w Izraelskim Knesecie jeden z ministrów wręcz krzyczał,że jeśli ONZ na spotkaniu we Wrzesniu uzna suwerenność Palestyny, to wybuchnie krwawa wojna i ,że szykują ją muzułmanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)