poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Polska i Niemcy razem
Taka utopia była tylko możliwa za czasów marszałka Piłsudskiego , człowieka uznanego przez Watykan za antychrysta . Kolejny wyklęty to Tadeusz Kościuszko umierający na wygnaniu , polski kler oto zadbał , Kopiec Kościuszki to tylko symbol nie grób . Tadeusz Kościuszko spoczywa na obczyźnie . Kolejny Antychryst związany z polską to Napoleon Bonaparte nawet w naszym hymnie narodowym go wysławiamy - oficjalnie uznany przez Watykan za Antychrysta .
Jedyny Polak na grobie którego Hitler złożył kwiaty to Józef Piłsudski .
Pojednanie Polsko - Niemieckie to jakaś kpina . Za niewolnicza pracę na rzecz III Rzeszy Niemieckiej oraz zbrodnicze eksperymenty pseudo medyczne , 150 euro odszkodowania rok 2006 Joanna Krupińska więźniarka Rawensbruck nr 39 281 . Politycy oszukali nas czyli społeczeństwo niezależnie od frakcji . Nadal to robią powtarzam niezależnie od frakcji każdy z nich ma głęboko w d...pie nas czyli obywateli . Historia dla nich nie ma znaczenia osobista wendetta się liczy .
A czas sobie płynie banalnym tik tak .......
Jedyny Polak na grobie którego Hitler złożył kwiaty to Józef Piłsudski .
Pojednanie Polsko - Niemieckie to jakaś kpina . Za niewolnicza pracę na rzecz III Rzeszy Niemieckiej oraz zbrodnicze eksperymenty pseudo medyczne , 150 euro odszkodowania rok 2006 Joanna Krupińska więźniarka Rawensbruck nr 39 281 . Politycy oszukali nas czyli społeczeństwo niezależnie od frakcji . Nadal to robią powtarzam niezależnie od frakcji każdy z nich ma głęboko w d...pie nas czyli obywateli . Historia dla nich nie ma znaczenia osobista wendetta się liczy .
A czas sobie płynie banalnym tik tak .......
Cheops
Mieszkając w Sobótce poznałem ludzi związanych z projektem Cheops .Kilku z nich jest nadal opętanych ich idee są nadal żywe mało tego nadal uczestniczą w dziwnych spotkaniach na Gozdnicy . Jednak podczas ostatniej tam wizyty doznałem pewnego rodzaju szoku . Ludzie z Cheopsa przy jednym ognisku z niemcami tymi samymi co na Soboniu obrzędy Thule czynią .Obie zwalczające się frakcje rozmawiają o tym samym i wyznają ten sam schemat Wielkiego Otwarcia .Następnie spotkałem ich w Andrzejówce wybierali się na Waligórę . W tym towarzystwie nie nikogo ko by nie miał wyższego wykształcenia sami lekarze , adwokaci i biznesmeni czyli ludzie oświeceni , a jednak opętani . Jedni i drudzy mają przy sobie figurki Baphometa lub Bafometa .W środę spotykam się z jednym z nich znamy się już przeszło 20 lat w rozmowie telefonicznej wspominał o zjednoczeniu ..... I faktycznie różne zwaśnione grupy zajmujące metafizyką czy rzeczami nadprzyrodzonymi oraz badacze i wyznawcy UFO zaczynają współpracować razem nawet zostałem zaproszony na takie spotkanie do Krakowa .
Zgłosiło się kilka osób miedzy innymi Brodek biorący udział w spotkaniu na Totenbergu w 1984 ja tam byłem w 1986 i 87 .Mam prośbę do czterdziestolatków jeżeli braliście udział w zlotach ZHP w Wałbrzychu w latach 1982 - 89 piszcie , góra parkowa .
Zgłosiło się kilka osób miedzy innymi Brodek biorący udział w spotkaniu na Totenbergu w 1984 ja tam byłem w 1986 i 87 .Mam prośbę do czterdziestolatków jeżeli braliście udział w zlotach ZHP w Wałbrzychu w latach 1982 - 89 piszcie , góra parkowa .
niedziela, 21 kwietnia 2013
Protokół Nr 12/2003 sesji Rady Miejskiej w Głuszycy
Gdy przeczytałem tego posta , aż misie buźka rozjaśniła nareszcie ktoś tym szmuglerom prawdę powie . Weiss senior nie tylko miał jatkę mięsną , ale także pieniądze na lichwę pożyczał . Typowy żydowski biznesmen , młody Szymon w tym czasie w ochronce siedział bo prewentorium to dla Hitlerjugend było . W telewizji opowiada o dwóch tygodniach kiedy naprawdę dwa lata tam był . Jakich przyjaciół w Głuszycy odwiedził ? wszyscy w Izraelu albo w NRF ie siedzą .Dlaczego nie był w Świerkach na cmentarzu proste bo o nim nie miał pojęcia . Szymon pięknie po Polsku mówił lecz teraz jest żydem i polskiego zapomniał w jakimś dziwnym języku mówi . A tajemnice Riese to stary znał osobiście składy mięsa po niemcach szabrował a i twojego ojca znał . Tajemnica Riese to jakaś kpina tajemnica , którą znają niemcy , żydzi , rosjanie , anglicy i wszyscy do o koła tylko nie my Polacy . Pamiętaj ostatni będą pierwszymi a ten co jako pierwszy prawdę powiedział musi umrzeć .
Te pajace z Rady to tylko dbają o swój interes , nawet 60% nigdy nie było na Osówce nie wspomnę o Soboniu czy Włodarzu .
Darek tylko dzięki tobie setki tysięcy ludzi dowiedziało się o Głuszycy .
Pozdrawiam były radny z Głuszycy .
Te pajace z Rady to tylko dbają o swój interes , nawet 60% nigdy nie było na Osówce nie wspomnę o Soboniu czy Włodarzu .
Darek tylko dzięki tobie setki tysięcy ludzi dowiedziało się o Głuszycy .
Pozdrawiam były radny z Głuszycy .
sobota, 20 kwietnia 2013
koniczyna19 kwietnia 2013 12:07 Protokół Nr 12/2003
koniczyna19 kwietnia 2013 12:07
Protokół Nr 12/2003sesji Rady Miejskiej w Głuszycy
w dniu 25 października 2003 r.
XII sesja odbyła się w sali konferencyjnej Urzędu Miejskiego w godz. 9.00-14.15.
W sesji uczestniczyło 15 radnych.
9.Interpelacje, zapytania, odpowiedzi.
Pani Drapa - sołtys wsi Kolce-zwróciła się z pytaniem, kto zaprosił p. Weissa do Głuszycy i dlaczego nikt nie powiadomił pani Drapy o tym spotkaniu? Pani Drapa chciała porozmawiać w sprawie cmentarza żydowskiego w Kolcach, a w szczególności chciała uzyskać informację, czy Żydzi przeznaczą środki na utrzymanie tego cmentarza.
Burmistrz
- wyjaśnił, że na temat wizyty ambasadora Izraela p. Weissa dowiedział się od pani Dyrektor Centrum Kultury, oficjalnie do Burmistrza nikt się nie zgłosił. W tym czasie Burmistrz uczestniczył w konferencji bezpieczeństwa w Polanicy. Burmistrz nie wie kto był zaproszony na to spotkanie. Z przekazów wie, że pan Weiss był 10 minut na Osówce oraz, że sprzedawał swoje książki po 30 zł. W tym tygodniu był pokazany film z wizyty pana Weissa na regionalnej trójce.
Radny Boguski
- poinformował, że uczestniczył w tym spotkaniu. Pan Weiss miał wizytę w Wałbrzychu, ale ponieważ w dzieciństwie był w prewentorium w Głuszycy przyjechał teraz również do Głuszycy.
Spotkał się z dr. Mraczkiem, który w tamtym czasie był lekarzem w prewentorium oraz z kolegami. Cmentarzem w Kolcach nie był w ogóle zainteresowany chociaż w drodze na Osówkę przejeżdżał obok.
piątek, 19 kwietnia 2013
Aloiz Blumbager
Aloiz Blumbager ur 1918 w Bohum -Kaiserstrasse 125 . Nr leg NSDAP 29 139 . W SS od 1940 stopień kapral . W szeregach Einsatzgruppen od 1941 . Odznaczony Krzyżnem Żelaznym za tłumienie Powstania w Getcie Warszawskim , awans do stopnia sierżanta osobiście zastrzelił 250 żydowskich bandytów ( 90% to starcy kobiety i dzieci ) . Od 1943 jako ranny nie nadaje sie do działań frontowych oddelegowany do KL Gross Rosen , następnie wartownik w KL Wustegiersdorf czyli Głuszyca .Pracuje przy budowie podziemnych miast - jego wspomnienia
To miało być podziemne miasto , a może nawet stolica podziemnego państwa - takie słowa wypowiada na spotkaniu byłych członów Waffen SS na Wzgórzu Ulryka ( Ulrichsberg ) w Karyntii rok 1976 .
Walter Matthaei w 1988 takie idee przekazuje młodym faszystom niemieckim Michael Kuhnen i Christian Worch . Obaj panowie piastują teraz stanowiska w PE jeden jest bankierem drugi historykiem .
Zdelegalizowana organizację Wikingjugent zastępuje Frendeskreis Ulrich von Hutten pod egidą - Lisbeth Grolitsch przywódczyni ( BDM) oraz Otto Ernsta Remera dowódca batalionu wartowniczego Grossdeutschland .
Działają do dzisiaj powstanie w Getcie Warszawskim w/g nich to pomoc w konflikcie Polsko - Żydowskim
Wystarczy poszukać w Bundesarchiv Berlin - Lichtrfelde lub Bundesarchiv - Aurenstelle Ludwigsburg .
Na temat Watykanu Piusa XII i biskupa Houdala znajdziecie ciekawe materiały w Bundesarchiv - Zwischenarchiv Dahlwitz - Hoppengarten
Aloiz Blumbager umiera w Polsce w 1993 na Dolnym Sl do samego końca jest niemieckim przedstawicielem rasy panów .To on jest inicjatorem spotkania młodzieży niemieckiej na Totenbergu Wałbrzych - 1987 brałem w tym cyrku udział .
To miało być podziemne miasto , a może nawet stolica podziemnego państwa - takie słowa wypowiada na spotkaniu byłych członów Waffen SS na Wzgórzu Ulryka ( Ulrichsberg ) w Karyntii rok 1976 .
Walter Matthaei w 1988 takie idee przekazuje młodym faszystom niemieckim Michael Kuhnen i Christian Worch . Obaj panowie piastują teraz stanowiska w PE jeden jest bankierem drugi historykiem .
Zdelegalizowana organizację Wikingjugent zastępuje Frendeskreis Ulrich von Hutten pod egidą - Lisbeth Grolitsch przywódczyni ( BDM) oraz Otto Ernsta Remera dowódca batalionu wartowniczego Grossdeutschland .
Działają do dzisiaj powstanie w Getcie Warszawskim w/g nich to pomoc w konflikcie Polsko - Żydowskim
Wystarczy poszukać w Bundesarchiv Berlin - Lichtrfelde lub Bundesarchiv - Aurenstelle Ludwigsburg .
Na temat Watykanu Piusa XII i biskupa Houdala znajdziecie ciekawe materiały w Bundesarchiv - Zwischenarchiv Dahlwitz - Hoppengarten
Aloiz Blumbager umiera w Polsce w 1993 na Dolnym Sl do samego końca jest niemieckim przedstawicielem rasy panów .To on jest inicjatorem spotkania młodzieży niemieckiej na Totenbergu Wałbrzych - 1987 brałem w tym cyrku udział .
czwartek, 18 kwietnia 2013
Spotykamy sie 27 04 2013
Już za tydzień spotykamy sie II Międzynarodowy Zjazd Eksploratorów „RIESE” – Muchołapka 2013.Wszystkich mających pytania i wątpliwości dotyczące Riese gorąco zapraszam .Jest to jedyna okazja , aby usiąść przy ognisku z Bogusławem Wołoszańskim lub Jerzym Cerą , Joanną Lamparską i zadać pytania Was nurtujące . Czegoś takiego jeszcze nie było cały tydzień badań terenowych ja jestem do dyspozycji przez cały czas trwania złotu , na pewno nie zabraknie nocnych wypadów .Zachęcam Was aby zostać członkiem Stowarzyszenia Riese ja oraz inni już to uczyniliśmy .Informacja dla niezdecydowanych na pewno będzie nocny rajd 30 km pieszy , trasa zadowoli każdego .
Jak donoszą terenowi tajemniczy informatorzy -
To Krzysztof Szpakowski sprowadził niedźwiedzia , a Dariusz Kwiecień spacerował z nim po lasach w celach marketingowych .Skoro Pawlak z pastowanym kabanem mógł po lesie chodzić to my nie możemy z niedźwiedziem .
Szykuje się naprawdę super spotkanie zapraszam Was serdecznie i-Misiek - też
Jak donoszą terenowi tajemniczy informatorzy -
To Krzysztof Szpakowski sprowadził niedźwiedzia , a Dariusz Kwiecień spacerował z nim po lasach w celach marketingowych .Skoro Pawlak z pastowanym kabanem mógł po lesie chodzić to my nie możemy z niedźwiedziem .
Szykuje się naprawdę super spotkanie zapraszam Was serdecznie i-Misiek - też
środa, 17 kwietnia 2013
To chyba jest prawda
Autor Izabbela Jaxa
Prawdziwy powod abdykacji Papieza.
"W dniu 25.02.2013 Międzynarodowy Trybunał ds. Zbrodni Kościoła i Państwa wydał wyrok skazujący Elżbietę Windsor królową Anglii, głowę kościoła katolickiego Josepha Ratzingera (i poniekąd sam kościół katolicki jako organizację) oraz Stephen-a Harper-a - premiera Kanady na 25 lat bezwarunkowego pozbawienia wolności oraz na konfiskatę dóbr... W przypadku papieża konfiskata ma dotyczyć dóbr Watykanu, dlatego papież musial ustąpić, gdyż wiedział o spodziewanym wyroku karnym... Wyrok uprawomocni się 4 marca 2013 roku, stąd abdykacja w trybie nagłym z dniem 28 luty 2013, przed uprawomocnieniem się wyroku karnego. Jest to wyrok na mocy orzeczenia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTS) z siedzibą w Brukseli nr. 022513-001. Kwestia jak najbardziej do sprawdzenia, przy czym osoby posługujące się językiem angielskim będą miały znacznie łatwiej... Wypowiedź biskupa Pieronka z połowy lutego 2013, że papież i kościół katolicki mają poważniejsze problemy niż pedofilia, wydaje się teraz całkiem zrozumiała. "
Prawdziwy powod abdykacji Papieza.
Prawdziwy powód abdykacji papieża i "niedomagań" królowej
UK (pewnie wkrótce też abdykuje "ze względu na
zdrowie"):
www.himavanti.org/pl/c/artykularnia/papiez-benedykt-xvi-skazany-na-25-lat-pozbawienia-wolnosci"W dniu 25.02.2013 Międzynarodowy Trybunał ds. Zbrodni Kościoła i Państwa wydał wyrok skazujący Elżbietę Windsor królową Anglii, głowę kościoła katolickiego Josepha Ratzingera (i poniekąd sam kościół katolicki jako organizację) oraz Stephen-a Harper-a - premiera Kanady na 25 lat bezwarunkowego pozbawienia wolności oraz na konfiskatę dóbr... W przypadku papieża konfiskata ma dotyczyć dóbr Watykanu, dlatego papież musial ustąpić, gdyż wiedział o spodziewanym wyroku karnym... Wyrok uprawomocni się 4 marca 2013 roku, stąd abdykacja w trybie nagłym z dniem 28 luty 2013, przed uprawomocnieniem się wyroku karnego. Jest to wyrok na mocy orzeczenia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTS) z siedzibą w Brukseli nr. 022513-001. Kwestia jak najbardziej do sprawdzenia, przy czym osoby posługujące się językiem angielskim będą miały znacznie łatwiej... Wypowiedź biskupa Pieronka z połowy lutego 2013, że papież i kościół katolicki mają poważniejsze problemy niż pedofilia, wydaje się teraz całkiem zrozumiała. "
List od Izy
To zburzy nieco wygląd żydów polskich , Riese doświadczyło cos podobnego - to odpowiedź na ataki żydowskiej młodzieżówki na moja osobę .
zyd onet : GESTAPO żydowskie pod nazwą "Żagiew" i kierunkiem przywódcy Abrahama Gancwajcha kierowało i pacyfikowało getto warszawskie ale i nie tylko te bo miało wpływy we wszystkich gettach w okupowanej Polsce dzięki temu że działało pod bezpośrednim nadzorem GESTAPO. Tu macie opis jak wyglądała współpraca żydów z hitlerowcami na podstawie waśnie getta warszawskiego.
" Od wiosny 1942 r. kontaktowałem się bliżej z sekcją wywiadu ŻZW (Żydowski Związek Wojskowy – podziemna organizacja żydowskiego ruchu oporu – dop. red.). stąd moja dobra znajomość tego zagadnienia. Policja żydowska i Zarząd Gminy, zasłużyli sobie na miano zdrajców. Nikt i nic ich nie może obronić ani wytłumaczyć ich postępowania. Istniało ponadto szereg żydowskich placówek gestapowskich, podległych bezpośrednio kierownikowi referatu żydowskiego w gestapo – Karlowi Brandtowi, mieściły się one m.in. przy ul. Leszno 13 i Leszno 14. Sprawy te były już częściowo omawiane w różnych pracach wydanych przez ŻIH (Żydowski Instytut Historyczny) choć np. as „13” i „Żagwi” kpt. Dawid Sternfeld nie doczekał się jeszcze miejsca w pisanej historii. Bardzo mało napisano dotychczas o kierownictwie żydowskich „szopów”, czy o kierownikach różnych oddziałów w „szopach” niemieckich. Nikt dotąd prawie nie wspomniał o takim – zdawałoby się – niewiarygodnym fakcie, że działała wewnątrz getta dość duża grupa żydowskich szmalcowników. Czyhali oni na Polaków nielegalnie przedostających się z pomocą do getta, aby wymusić od nich okup. Tymi szmalcownikami byli głównie żydowscy szmuglerzy, wśród których dominowali tragarze, oraz – działający z nimi w zmowie – niektórzy żydowscy policjanci.
Obstawiali oni gmachy Sądów, mury i różne przejścia do getta. Zdarzały się wypadki wydawania tych Polaków Niemcom, gdy nie mieli się oni czym wykupić. Np. Jan Nowakowski szmuglujący do getta na polecenie ojca prasę PPR (Polskiej Partii Robotniczej), żywność, czasem amunicję, został złapany przez policje żydowską i wydany Niemcom. Było to na początku kwietnia 1943 roku. Żandarm Niemiecki widząc, że jest to 14 letnie dziecko ulitował się, skrzyczał go i kopniakiem wyrzucił za bramę. Prawie nic nie wiadomo do dziś o „Żagwi”, za wyjątkiem tego, że istniała i że kilku zdrajców zastrzelono. Na tych kartach autor ograniczy się jedynie do opisu walki z „Żagwią” i z kolaborantami, prowadzonej przez ŻZW przy udziale oficerów OW-KB. Szczegóły tych wydarzeń są dotychczas nieznane zupełnie (jest hasło w wielkiej encyklopedii).
Kolaboracja i zdrada wśród Żydów, przybrała większe rozmiary z chwilą zamknięcia getta i powołania do życia żydowskiej policji porządkowej. Na o wiele wyższym szczeblu zdrady własnego narodu, stali żydowscy agenci gestapo, jedna ich siedziba znajdowała się przy Leszno 14, gdzie szefami byli Kohn i Heller (zausznicy Karla Brandta) a druga przy Leszno 13. Tą drugą placówką dowodził Gancweich i kpt. Dawid Sternfeld. Leszno 14 zakamuflowane było jako przedsiębiorstwo przemysłowe m.in. ich były tramwaje konne zwane konhellerkami, zaś Leszno 13 jako placówka policji przemysłowej występującej pod różnymi nazwami np. Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją, albo Urząd Kontroli Miar i Wag, Oddział Rzemiosła i Handlu, Biuro Kontroli Plakatów, Oddział Pracy Przymusowej a nawet Pogotowie Ratunkowe i inne. Według naszej obserwacji, specjalnie ożywioną, szeroką i szkodliwa działalność prowadziła ta ostatnia, zwana popularnie „trzynastką”. Spośród specjalnie dobranego elementu z „trzynastki”, i osobistych agentów Brandta, powstała w końcu 1940 roku organizacja „Żagiew”. Organizacja ta dostała zadanie penetrowania wszystkich przejawów życia w getcie, z agendami gminy włącznie. Miała obserwować szczególnie akcję zorganizowanego szmuglu, by w ten sposób rozpoznać źródła polskiej pomocy dla getta i tą drogą dojść do organizacji konspiracyjnych, wspierających getto. Autor był bodajże pierwszym, który zwrócił uwagę na działalność Sternfelda i „Żagwi”. (...)
(...) Zauważyliśmy, że „Żagiew” prowadzi również przemyt żywności, a właściwie tylko go udaje, przy przerzucaniu bowiem ich transportów, zawsze widziało się w pobliżu policje granatową lub nawet patrol żandarmerii dla asekuracji, chcieli zatem wobec Żydów grać rolę grupy o charakterze przemytniczo-konspiracyjnym. Pozyskawszy tą drogą zaufanie niektórych naiwnych ludzi, usiłowali montować rzekomo jakąś organizacje wojskową. Zdradziły ich jednak kontakty ze Sternfeldem i z jednym z jego oficerów w stopniu podporucznika. Zdołali początkowo wciągnąć do tej organizacji kilkudziesięciu młodych ludzi. Tych nowo zwerbowanych ŻZW uprzedzał o prawdziwych celach „Żagwi” i dużo uczciwych – zdołano z niej wycofać. Ci , co pozostali na służbie – pomimo ostrzeżeń – ponieśli zasłużona karę. A „Żagiew” ilościowo rosła, dawała korzyści materialne.
Pierwsze uderzenie w „Żagiew” odbyło się na przełomie 1940/41 roku. Po zastrzeleniu, bądź zabiciu nożem kilku jej członków, organizacja rozleciała się i przestała przejawiać swą działalność. Drugi rzut „Żagwi”, przystąpił jednak do pracy wiosna 1941 roku, bowiem Niemcy żądali istnienia tej organizacji. Po rozpoznaniu ich działalności, ŻZW i kilku oficerów OW-KB przystąpiło w drugiej połowie 1941 roku do ponownego uderzenia, częściowo tylko skutecznego. Pojedynczych gorliwych żagwistów zlikwidowano w międzyczasie. W maju 1942 roku autor otrzymał rozkaz z Komendy Głównej włączenia się do końcowego etapu akcji likwidacyjnej „Żagwi”, do pracy wywiadowczej wewnątrz getta. Praca „Żagwi” przybrała wtedy bowiem dość niebezpieczne rozmiary. Wpadło wówczas i zostało aresztowanych kilku szeregowych członków ŻZW. Widać było, że żagwiści węszą coraz skuteczniej. Wpadł w końcu – późną wiosna 1942 roku – Kosieradzki, a z nim podręczny magazyn broni.
Ażeby nie demaskować się w oczach getta kontaktami z „trzynastką” lub Befehlstelle Karla Brandta (Żelazna 103), „Żagiew” udoskonaliła metody swej pracy. Agenci „Żagwi” zaczęli przekazywać meldunki i donosy swym mocodawcom nie w getcie, a w kilku punktach rozrzuconych w Warszawie. Znajdowały się one między innymi na Poczcie Głównej, w kawiarni Rival (Plac na Rozdrożu, w pobliżu Al. Szucha), oraz w sklepie z tekstyliami, mieszczącym się przy ul. Mazowieckiej 7, na I piętrze od frontu. Żydowscy agenci gestapo chodzili do pracy na tzw. placówki i w drodze powrotnej do getta składali tam swoje meldunki. Wielu z nich miało nawet specjalne przepustki, uprawniające do swobodnego poruszania się po terenie całej Generalnej Guberni, gdyż jako fachowcy byli używani do prac także w innych miastach, np. niejaki Meryn z Sosnowca czy Grajer były fryzjer i restaurator z Lublina, znany zausznik Hoeflego, ściągnięty przez niego do Warszawy w lipcu 1942 roku. Mieli oni wydane przez gestapo pozwolenia na broń, w okładkach koloru pąsowego oraz pistolety służbowe, co zostało stwierdzone już w końcu 1940 roku, przy likwidacji pierwszego rzutu „Żagwi”. Likwidacja drugiego rzutu trwała cały rok i chociaż przynosiła raz większe, raz mniejsze efekty, to jednak nie została zakończono. Likwidacje trzeciego rzutu przerwała latem 1942 roku wielka akcja likwidacyjna Hoeflego (22.07 do 13.09.1942)
Za okres likwidacji czwartego rzutu „Żagwi” należy przyjąć czas od września 1942 do kwietnia 1943. Niedobitki „Żagwi” trudniące się szmalcownictwem, były likwidowane przez OW-KB nawet w czasie Powstania Warszawskiego, jak np. Bursztyn-Wisniewski, dyrektor szopu Hoffmana. Wypada dodać, że w tym okresie około 300 żagwistów i agentów gestapo mieszkało stale na terenie budynku gestapo w al. Szucha 11, skąd wychodzili „do pracy” w Warszawie, bądź na wyjazdy terenowe, gdzie pod szyldem prześladowanych Żydów wślizgiwali się do oddziałów partyzanckich dla ich rozpoznawania i wydawania; specjalizowali się oni w tropieniu Żydów w aryjskiej części Warszawy. Dostęp do nich i ich likwidacja były bardzo trudne. (...)
(...) Wykonywanie wyroków odbywało się na podstawie materiału dowodowego, zebranego przez sekcje śledczą i dostarczanego sądowi ŻZW. Sąd ŻZW składał się z wybitnych prawników, był całkowicie niezawisły i samodzielny w ramach narodowej odrębności. W ten sposób Żydzi samodzielnie, we własnym zakresie walczyli o morale getta i usuwali zło. Jeśli zapadł wyrok śmierci, podlegał on jednak zatwierdzeniu przez komendanta ŻZW i dopiero wówczas mógł być wykonany. (...)
(...) Chociaż akcje ŻZW i ŻOB (Żydowskiej Organizacji Bojowej) mobilizowały ludzi zdrowych moralnie, to jednak nie przełamały otępienia i zastraszenia ogółu społeczności getta. Bazując na takiej postawie Żydów „Żagiew”, nie została – niestety – rozbita doszczętnie. Wszelkiego rodzaju uderzenia ŻZW w tę organizację miały szczególne nasilenie po akcji styczniowej 1943 roku i trwały aż do samego powstania w getcie. W czasie powstania udało się żołnierzom ŻZW i ŻOB dopaść i zlikwidować jeszcze kilku zdrajców, lecz dużo ich zostało, czego dowodem m.in. były wydane Niemcom bunkry bojowców, w tym i Anielewicza, co potwierdzili mi sami Żydzi. „Praca” ocalałych żagwistów nie skończyła się z upadkiem powstania. Byli oni Niemcom nadal potrzebni. Tym razem do pomocy w wyłapywaniu Żydów ukrywających się nie tylko w Warszawie, ale i w całej Generalnej Guberni. Żagwiści byli też wykorzystywani przez gestapo, jako prowokatorzy, wdzierający się podstępnie w szeregi polskich organizacji podziemnych. To właśnie m.in. żagwiści i inni żydowscy szmalcownicy i zdrajcy, byli winni większości śmierci ukrywających się Żydów, a tym samym winni byli śmierci ukrywających ich Polaków.
Dni 21 lutego 1943 roku wykonano na kilku żydowskich gestapowcach wyroki śmierci, na Leonie Skosowskim („Lolek” – został wtedy ranny), Pawle Włodowskim, Areku Weintraubie, Chaimie Mangelu i Lidii Radziejowskiej. Dni 28 kwietnia 1943 roku na ul. Warmińskiej zlikwidowano Luftiga – Żyda, agenta gestapo, który pracował jako tłumacz w warsztacie kolejowym na Pradze.
Powszechnie znana afera Hotelu Polskiego (VII.1943), też jest dziełem żydowskich zdrajców (główny agent – naganiacz Leon Skosowski i Adam Żurawin – żyje w USA). Wpajali oni w swych współwyznawców przekonanie o specjalnym propagandowym, wypuszczeniu ich do krajów neutralnych. Działali na polecenie gestapo – Hahna i Brandta – ściągnęli około 2000 bogatych Żydów mających za ogromne pieniądze kupić paszporty zagraniczne. Niemcy ich ograbili i pomordowali (część wysłali do obozów), nielicznych wypuścili, w tym kilkudziesięciu swoich agentów dla działań propagandowych na rzecz Niemiec – patrz C. Arch. Sygn. 202/XV-2, tom 2, k.158, przechodzili ci Żydzi przez luksusowy obóz w Bergen Belsen i Vittel we Francji, oczekując na wymianę za towary z USA, byli internowani, ocaleli (a rząd polski na emigracji posyłał im pomoc!!)
Ilość Żydów – agentów gestapo była tak duża, że działalność ich zaczęła obejmować nie tylko dzielnicę aryjska Warszawy, ale i całą Generalną Gubernię. Stali się oni szczególnie niebezpieczni przez perfidne przybieranie maski ludzi prześladowanych i szukających pomocy u Polaków. Zdrajcy ci, szybko zaczęli zapełniać listy zdemaskowanych agentów gestapo, zestawiane przez Armie Krajową i inne polskie organizacje. Wyroki na nich zaczęły się sypać na terenie całej Generalnej Guberni.
Wiadomo nam było o działaniu zdrajców we wszystkich skupiskach żydowskich. Np. w Krakowie działali dwaj znani agenci gestapo – Żydzi – Zeligner i Forster. Forster zdołał nawet zmontować szeroko rozgałęzioną siatkę konfidentów.
Po likwidacji getta krakowskiego (23 marca 1943) pojawiły się jesienią 1943 roku w Krakowie, dwie zorganizowane grupy gestapo, rekrutujące się z Żydów. Specjalizowały się one w wykrywaniu ukrywających się Żydów w tzw. aryjskiej części miasta. Pierwsza taka zbrodnicza grupę stanowili: Diamand, Julek Appel, Natan Weissman i Stefania Brandstatter-Poklewska, a drugą: Forster, Marta Purec-Porzecka, Rosen, Goldberg, Loeffler, Kleinberger, Kerner, Pacanower, Rotkopf, Taubman, Weininger i wielu innych. Większość z nich – jako w końcu bezużytecznych – zlikwidowało gestapo.
W końcu sami Niemcy mieli ich dość i 24.05.1942 roku urządzili nocną rzeź kierownictwu „13”. Szefowie Gancweich i Sternfeld uratowali się ucieczką, ale zabici zostali ich najbliżsi współpracownicy: Lewin, Mendel, Gurwicz, kuzyn Gancweicha Szymonowicz. Po tym sprawa przycichła i żydowska policja nadal pełniła zdrajcą służbę. Dotarcie do takich z wyrokiem było bardzo trudne, dlatego przeważnie dożyli do 1943 roku. Mniej ważni zdrajcy szybciej doczekiwali się kary. Np. były bokserski mistrz Polski Rotholc – popularny „Szapsio” tak dokuczył ludziom swą pałką policjanta, że na prośbę samych Żydów dostał karę ciężkiej chłosty, która egzekwował na nim członek mojego oddziału Teodor Niewiadomski. W zestawieniu z nim, biedacy idący podczas akcji Hoeflego dobrowolnie na śmierć, też dla mirażu chwilowego szczęścia, tylko w postaci bochenka chleba i kilograma marmolady, stanowili razem obraz z najkoszmarniejszych snów. (...)
(...) Pora na wstęp zbilansować ilość zdrajców z getta warszawskiego. Było ich ca 10 000 osób. Z tego w policji było (rotacyjnie) ca 2500. Specjalnych agentów Gestapo i „Żagwi” było ponad 1000 osób. W kolaboracyjnej Gminie Żydowskiej było ponad 6000 osób; z tego za szczególnie zdrajczych, biorących udział w specjalnym wyzysku i ekonomicznym wyniszczeniu narodu, w wyniszczaniu przesiedleńców i skazywaniu ich na śmierć głodową uważano co najmniej 2500 osób. Te 10 000 stanowiło w 1940/41 ca 2% ogółu społeczności getta; zaś w skali krajowej dochodziło do tego dziesiątki tysięcy ludzi, gdyż byli oni w każdym getcie. Wywodzili się oni ze sfer zamożnych, plutokracji, inteligencji, dużo pracowników policji. Im mniejsze getto tym procent zdrajców większy. Nie ma możności ustalenia ich liczby, skoro sami Żydzi i ŻIH ich ukrywają, skoro Kneset w 1950 roku uchwalił nie pociąganie ich do odpowiedzialności karnej. To jest niemoralne! "
Nie wierzcie w bajki żydowskie o ciężkim losie żydów w czasie IIWŚ. Wierzcie faktom.
zyd onet : GESTAPO żydowskie pod nazwą "Żagiew" i kierunkiem przywódcy Abrahama Gancwajcha kierowało i pacyfikowało getto warszawskie ale i nie tylko te bo miało wpływy we wszystkich gettach w okupowanej Polsce dzięki temu że działało pod bezpośrednim nadzorem GESTAPO. Tu macie opis jak wyglądała współpraca żydów z hitlerowcami na podstawie waśnie getta warszawskiego.
" Od wiosny 1942 r. kontaktowałem się bliżej z sekcją wywiadu ŻZW (Żydowski Związek Wojskowy – podziemna organizacja żydowskiego ruchu oporu – dop. red.). stąd moja dobra znajomość tego zagadnienia. Policja żydowska i Zarząd Gminy, zasłużyli sobie na miano zdrajców. Nikt i nic ich nie może obronić ani wytłumaczyć ich postępowania. Istniało ponadto szereg żydowskich placówek gestapowskich, podległych bezpośrednio kierownikowi referatu żydowskiego w gestapo – Karlowi Brandtowi, mieściły się one m.in. przy ul. Leszno 13 i Leszno 14. Sprawy te były już częściowo omawiane w różnych pracach wydanych przez ŻIH (Żydowski Instytut Historyczny) choć np. as „13” i „Żagwi” kpt. Dawid Sternfeld nie doczekał się jeszcze miejsca w pisanej historii. Bardzo mało napisano dotychczas o kierownictwie żydowskich „szopów”, czy o kierownikach różnych oddziałów w „szopach” niemieckich. Nikt dotąd prawie nie wspomniał o takim – zdawałoby się – niewiarygodnym fakcie, że działała wewnątrz getta dość duża grupa żydowskich szmalcowników. Czyhali oni na Polaków nielegalnie przedostających się z pomocą do getta, aby wymusić od nich okup. Tymi szmalcownikami byli głównie żydowscy szmuglerzy, wśród których dominowali tragarze, oraz – działający z nimi w zmowie – niektórzy żydowscy policjanci.
Obstawiali oni gmachy Sądów, mury i różne przejścia do getta. Zdarzały się wypadki wydawania tych Polaków Niemcom, gdy nie mieli się oni czym wykupić. Np. Jan Nowakowski szmuglujący do getta na polecenie ojca prasę PPR (Polskiej Partii Robotniczej), żywność, czasem amunicję, został złapany przez policje żydowską i wydany Niemcom. Było to na początku kwietnia 1943 roku. Żandarm Niemiecki widząc, że jest to 14 letnie dziecko ulitował się, skrzyczał go i kopniakiem wyrzucił za bramę. Prawie nic nie wiadomo do dziś o „Żagwi”, za wyjątkiem tego, że istniała i że kilku zdrajców zastrzelono. Na tych kartach autor ograniczy się jedynie do opisu walki z „Żagwią” i z kolaborantami, prowadzonej przez ŻZW przy udziale oficerów OW-KB. Szczegóły tych wydarzeń są dotychczas nieznane zupełnie (jest hasło w wielkiej encyklopedii).
Kolaboracja i zdrada wśród Żydów, przybrała większe rozmiary z chwilą zamknięcia getta i powołania do życia żydowskiej policji porządkowej. Na o wiele wyższym szczeblu zdrady własnego narodu, stali żydowscy agenci gestapo, jedna ich siedziba znajdowała się przy Leszno 14, gdzie szefami byli Kohn i Heller (zausznicy Karla Brandta) a druga przy Leszno 13. Tą drugą placówką dowodził Gancweich i kpt. Dawid Sternfeld. Leszno 14 zakamuflowane było jako przedsiębiorstwo przemysłowe m.in. ich były tramwaje konne zwane konhellerkami, zaś Leszno 13 jako placówka policji przemysłowej występującej pod różnymi nazwami np. Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją, albo Urząd Kontroli Miar i Wag, Oddział Rzemiosła i Handlu, Biuro Kontroli Plakatów, Oddział Pracy Przymusowej a nawet Pogotowie Ratunkowe i inne. Według naszej obserwacji, specjalnie ożywioną, szeroką i szkodliwa działalność prowadziła ta ostatnia, zwana popularnie „trzynastką”. Spośród specjalnie dobranego elementu z „trzynastki”, i osobistych agentów Brandta, powstała w końcu 1940 roku organizacja „Żagiew”. Organizacja ta dostała zadanie penetrowania wszystkich przejawów życia w getcie, z agendami gminy włącznie. Miała obserwować szczególnie akcję zorganizowanego szmuglu, by w ten sposób rozpoznać źródła polskiej pomocy dla getta i tą drogą dojść do organizacji konspiracyjnych, wspierających getto. Autor był bodajże pierwszym, który zwrócił uwagę na działalność Sternfelda i „Żagwi”. (...)
(...) Zauważyliśmy, że „Żagiew” prowadzi również przemyt żywności, a właściwie tylko go udaje, przy przerzucaniu bowiem ich transportów, zawsze widziało się w pobliżu policje granatową lub nawet patrol żandarmerii dla asekuracji, chcieli zatem wobec Żydów grać rolę grupy o charakterze przemytniczo-konspiracyjnym. Pozyskawszy tą drogą zaufanie niektórych naiwnych ludzi, usiłowali montować rzekomo jakąś organizacje wojskową. Zdradziły ich jednak kontakty ze Sternfeldem i z jednym z jego oficerów w stopniu podporucznika. Zdołali początkowo wciągnąć do tej organizacji kilkudziesięciu młodych ludzi. Tych nowo zwerbowanych ŻZW uprzedzał o prawdziwych celach „Żagwi” i dużo uczciwych – zdołano z niej wycofać. Ci , co pozostali na służbie – pomimo ostrzeżeń – ponieśli zasłużona karę. A „Żagiew” ilościowo rosła, dawała korzyści materialne.
Pierwsze uderzenie w „Żagiew” odbyło się na przełomie 1940/41 roku. Po zastrzeleniu, bądź zabiciu nożem kilku jej członków, organizacja rozleciała się i przestała przejawiać swą działalność. Drugi rzut „Żagwi”, przystąpił jednak do pracy wiosna 1941 roku, bowiem Niemcy żądali istnienia tej organizacji. Po rozpoznaniu ich działalności, ŻZW i kilku oficerów OW-KB przystąpiło w drugiej połowie 1941 roku do ponownego uderzenia, częściowo tylko skutecznego. Pojedynczych gorliwych żagwistów zlikwidowano w międzyczasie. W maju 1942 roku autor otrzymał rozkaz z Komendy Głównej włączenia się do końcowego etapu akcji likwidacyjnej „Żagwi”, do pracy wywiadowczej wewnątrz getta. Praca „Żagwi” przybrała wtedy bowiem dość niebezpieczne rozmiary. Wpadło wówczas i zostało aresztowanych kilku szeregowych członków ŻZW. Widać było, że żagwiści węszą coraz skuteczniej. Wpadł w końcu – późną wiosna 1942 roku – Kosieradzki, a z nim podręczny magazyn broni.
Ażeby nie demaskować się w oczach getta kontaktami z „trzynastką” lub Befehlstelle Karla Brandta (Żelazna 103), „Żagiew” udoskonaliła metody swej pracy. Agenci „Żagwi” zaczęli przekazywać meldunki i donosy swym mocodawcom nie w getcie, a w kilku punktach rozrzuconych w Warszawie. Znajdowały się one między innymi na Poczcie Głównej, w kawiarni Rival (Plac na Rozdrożu, w pobliżu Al. Szucha), oraz w sklepie z tekstyliami, mieszczącym się przy ul. Mazowieckiej 7, na I piętrze od frontu. Żydowscy agenci gestapo chodzili do pracy na tzw. placówki i w drodze powrotnej do getta składali tam swoje meldunki. Wielu z nich miało nawet specjalne przepustki, uprawniające do swobodnego poruszania się po terenie całej Generalnej Guberni, gdyż jako fachowcy byli używani do prac także w innych miastach, np. niejaki Meryn z Sosnowca czy Grajer były fryzjer i restaurator z Lublina, znany zausznik Hoeflego, ściągnięty przez niego do Warszawy w lipcu 1942 roku. Mieli oni wydane przez gestapo pozwolenia na broń, w okładkach koloru pąsowego oraz pistolety służbowe, co zostało stwierdzone już w końcu 1940 roku, przy likwidacji pierwszego rzutu „Żagwi”. Likwidacja drugiego rzutu trwała cały rok i chociaż przynosiła raz większe, raz mniejsze efekty, to jednak nie została zakończono. Likwidacje trzeciego rzutu przerwała latem 1942 roku wielka akcja likwidacyjna Hoeflego (22.07 do 13.09.1942)
Za okres likwidacji czwartego rzutu „Żagwi” należy przyjąć czas od września 1942 do kwietnia 1943. Niedobitki „Żagwi” trudniące się szmalcownictwem, były likwidowane przez OW-KB nawet w czasie Powstania Warszawskiego, jak np. Bursztyn-Wisniewski, dyrektor szopu Hoffmana. Wypada dodać, że w tym okresie około 300 żagwistów i agentów gestapo mieszkało stale na terenie budynku gestapo w al. Szucha 11, skąd wychodzili „do pracy” w Warszawie, bądź na wyjazdy terenowe, gdzie pod szyldem prześladowanych Żydów wślizgiwali się do oddziałów partyzanckich dla ich rozpoznawania i wydawania; specjalizowali się oni w tropieniu Żydów w aryjskiej części Warszawy. Dostęp do nich i ich likwidacja były bardzo trudne. (...)
(...) Wykonywanie wyroków odbywało się na podstawie materiału dowodowego, zebranego przez sekcje śledczą i dostarczanego sądowi ŻZW. Sąd ŻZW składał się z wybitnych prawników, był całkowicie niezawisły i samodzielny w ramach narodowej odrębności. W ten sposób Żydzi samodzielnie, we własnym zakresie walczyli o morale getta i usuwali zło. Jeśli zapadł wyrok śmierci, podlegał on jednak zatwierdzeniu przez komendanta ŻZW i dopiero wówczas mógł być wykonany. (...)
(...) Chociaż akcje ŻZW i ŻOB (Żydowskiej Organizacji Bojowej) mobilizowały ludzi zdrowych moralnie, to jednak nie przełamały otępienia i zastraszenia ogółu społeczności getta. Bazując na takiej postawie Żydów „Żagiew”, nie została – niestety – rozbita doszczętnie. Wszelkiego rodzaju uderzenia ŻZW w tę organizację miały szczególne nasilenie po akcji styczniowej 1943 roku i trwały aż do samego powstania w getcie. W czasie powstania udało się żołnierzom ŻZW i ŻOB dopaść i zlikwidować jeszcze kilku zdrajców, lecz dużo ich zostało, czego dowodem m.in. były wydane Niemcom bunkry bojowców, w tym i Anielewicza, co potwierdzili mi sami Żydzi. „Praca” ocalałych żagwistów nie skończyła się z upadkiem powstania. Byli oni Niemcom nadal potrzebni. Tym razem do pomocy w wyłapywaniu Żydów ukrywających się nie tylko w Warszawie, ale i w całej Generalnej Guberni. Żagwiści byli też wykorzystywani przez gestapo, jako prowokatorzy, wdzierający się podstępnie w szeregi polskich organizacji podziemnych. To właśnie m.in. żagwiści i inni żydowscy szmalcownicy i zdrajcy, byli winni większości śmierci ukrywających się Żydów, a tym samym winni byli śmierci ukrywających ich Polaków.
Dni 21 lutego 1943 roku wykonano na kilku żydowskich gestapowcach wyroki śmierci, na Leonie Skosowskim („Lolek” – został wtedy ranny), Pawle Włodowskim, Areku Weintraubie, Chaimie Mangelu i Lidii Radziejowskiej. Dni 28 kwietnia 1943 roku na ul. Warmińskiej zlikwidowano Luftiga – Żyda, agenta gestapo, który pracował jako tłumacz w warsztacie kolejowym na Pradze.
Powszechnie znana afera Hotelu Polskiego (VII.1943), też jest dziełem żydowskich zdrajców (główny agent – naganiacz Leon Skosowski i Adam Żurawin – żyje w USA). Wpajali oni w swych współwyznawców przekonanie o specjalnym propagandowym, wypuszczeniu ich do krajów neutralnych. Działali na polecenie gestapo – Hahna i Brandta – ściągnęli około 2000 bogatych Żydów mających za ogromne pieniądze kupić paszporty zagraniczne. Niemcy ich ograbili i pomordowali (część wysłali do obozów), nielicznych wypuścili, w tym kilkudziesięciu swoich agentów dla działań propagandowych na rzecz Niemiec – patrz C. Arch. Sygn. 202/XV-2, tom 2, k.158, przechodzili ci Żydzi przez luksusowy obóz w Bergen Belsen i Vittel we Francji, oczekując na wymianę za towary z USA, byli internowani, ocaleli (a rząd polski na emigracji posyłał im pomoc!!)
Ilość Żydów – agentów gestapo była tak duża, że działalność ich zaczęła obejmować nie tylko dzielnicę aryjska Warszawy, ale i całą Generalną Gubernię. Stali się oni szczególnie niebezpieczni przez perfidne przybieranie maski ludzi prześladowanych i szukających pomocy u Polaków. Zdrajcy ci, szybko zaczęli zapełniać listy zdemaskowanych agentów gestapo, zestawiane przez Armie Krajową i inne polskie organizacje. Wyroki na nich zaczęły się sypać na terenie całej Generalnej Guberni.
Wiadomo nam było o działaniu zdrajców we wszystkich skupiskach żydowskich. Np. w Krakowie działali dwaj znani agenci gestapo – Żydzi – Zeligner i Forster. Forster zdołał nawet zmontować szeroko rozgałęzioną siatkę konfidentów.
Po likwidacji getta krakowskiego (23 marca 1943) pojawiły się jesienią 1943 roku w Krakowie, dwie zorganizowane grupy gestapo, rekrutujące się z Żydów. Specjalizowały się one w wykrywaniu ukrywających się Żydów w tzw. aryjskiej części miasta. Pierwsza taka zbrodnicza grupę stanowili: Diamand, Julek Appel, Natan Weissman i Stefania Brandstatter-Poklewska, a drugą: Forster, Marta Purec-Porzecka, Rosen, Goldberg, Loeffler, Kleinberger, Kerner, Pacanower, Rotkopf, Taubman, Weininger i wielu innych. Większość z nich – jako w końcu bezużytecznych – zlikwidowało gestapo.
W końcu sami Niemcy mieli ich dość i 24.05.1942 roku urządzili nocną rzeź kierownictwu „13”. Szefowie Gancweich i Sternfeld uratowali się ucieczką, ale zabici zostali ich najbliżsi współpracownicy: Lewin, Mendel, Gurwicz, kuzyn Gancweicha Szymonowicz. Po tym sprawa przycichła i żydowska policja nadal pełniła zdrajcą służbę. Dotarcie do takich z wyrokiem było bardzo trudne, dlatego przeważnie dożyli do 1943 roku. Mniej ważni zdrajcy szybciej doczekiwali się kary. Np. były bokserski mistrz Polski Rotholc – popularny „Szapsio” tak dokuczył ludziom swą pałką policjanta, że na prośbę samych Żydów dostał karę ciężkiej chłosty, która egzekwował na nim członek mojego oddziału Teodor Niewiadomski. W zestawieniu z nim, biedacy idący podczas akcji Hoeflego dobrowolnie na śmierć, też dla mirażu chwilowego szczęścia, tylko w postaci bochenka chleba i kilograma marmolady, stanowili razem obraz z najkoszmarniejszych snów. (...)
(...) Pora na wstęp zbilansować ilość zdrajców z getta warszawskiego. Było ich ca 10 000 osób. Z tego w policji było (rotacyjnie) ca 2500. Specjalnych agentów Gestapo i „Żagwi” było ponad 1000 osób. W kolaboracyjnej Gminie Żydowskiej było ponad 6000 osób; z tego za szczególnie zdrajczych, biorących udział w specjalnym wyzysku i ekonomicznym wyniszczeniu narodu, w wyniszczaniu przesiedleńców i skazywaniu ich na śmierć głodową uważano co najmniej 2500 osób. Te 10 000 stanowiło w 1940/41 ca 2% ogółu społeczności getta; zaś w skali krajowej dochodziło do tego dziesiątki tysięcy ludzi, gdyż byli oni w każdym getcie. Wywodzili się oni ze sfer zamożnych, plutokracji, inteligencji, dużo pracowników policji. Im mniejsze getto tym procent zdrajców większy. Nie ma możności ustalenia ich liczby, skoro sami Żydzi i ŻIH ich ukrywają, skoro Kneset w 1950 roku uchwalił nie pociąganie ich do odpowiedzialności karnej. To jest niemoralne! "
Nie wierzcie w bajki żydowskie o ciężkim losie żydów w czasie IIWŚ. Wierzcie faktom.
Podręcznik MO
Okaleczenia i napady na ludzi są monitorowane przez Polskie Archiwum X .Od 1945 do dnia dzisiejszego odnotowano około 2000 przypadków nie wyjaśnionych okaleczeń bydła i zwierzyny leśnej . Przypadków napaści na ludzi odnotowanych jako uprowadzenia przez obcych jest około 1000 większość oznaczona jako przypadki psychiatryczne .-
Najsłynniejszy przypadek ( przeszło 150 krów i cieląt ) to rok 1963 Romnicki Kombinat Rolny okolice Gołdapii . Na Dolnym Śląsku w 1972 znaleziono 46 rozszarpanych krów i owiec do opisu rany powstałe nie są dziełem człowieka lub jakiegokolwiek znanego nam zwierzęcia .Wszystkie miały rozerwane karki na odcinku od łopatek po nasadę czaszki.
Ludzi znajdowano przeważnie rozczłonkowanych , stwierdzono braki poszczególnych organów wewnętrznych . Zagadkowa jest śmierć 9 żołnierzy radzieckich w okolicy Ustrzyk - Bieszczady rok 1948 o mord posądzono bandytów z UPA jednak na miejscu znaleziono cały ekwipunek broń i amunicję , zwłoki były oskórowane .-
Takie i inne wskazówki można wyczytać z Podręcznika Oficera Dochodzeniowego Milicji Obywatelskiej
Szczytno 1978 .
Najsłynniejszy przypadek ( przeszło 150 krów i cieląt ) to rok 1963 Romnicki Kombinat Rolny okolice Gołdapii . Na Dolnym Śląsku w 1972 znaleziono 46 rozszarpanych krów i owiec do opisu rany powstałe nie są dziełem człowieka lub jakiegokolwiek znanego nam zwierzęcia .Wszystkie miały rozerwane karki na odcinku od łopatek po nasadę czaszki.
Ludzi znajdowano przeważnie rozczłonkowanych , stwierdzono braki poszczególnych organów wewnętrznych . Zagadkowa jest śmierć 9 żołnierzy radzieckich w okolicy Ustrzyk - Bieszczady rok 1948 o mord posądzono bandytów z UPA jednak na miejscu znaleziono cały ekwipunek broń i amunicję , zwłoki były oskórowane .-
Takie i inne wskazówki można wyczytać z Podręcznika Oficera Dochodzeniowego Milicji Obywatelskiej
Szczytno 1978 .
Dobrze,
że o tym piszecie, tylko jedna ważna sprawa, nie bójcie się! oni tylko
tego chcą aby zastraszyć ludzi, aby się bali i najlepiej siedzieli w
domu i się modlili lub pobiegli do kościoła i leżeli krzyżem. Jest to porostu znak, że ludzie coraz więcej wiedzą i są coraz bardziej
świadomi rzeczy, które są dookoła nas. Przeczytajcie wszystkie
doniesienia o tych zagadkowych zagryzieniach (a jest tego trochę,
(kiedyś na tym forum zostawiłem gdzieś linki do paru takich zdarzeń w
Polsce), to zobaczycie, że łączy je wszystkie jedna cecha wspólna.
Łącznie z zeszłorocznym zagryzieniem 70 danieli pod Białogardem. Mało
kto wie, że napad się powtórzył następnego dnia ale już nikt o tym nie
wspomniał. Koło Wejherowa to samo i też cisza. A wcześniej na mazurach,
pod Warszawą, itd. – dotyczy posta: Niedźwiedź z Ludwikowic
|
Subskrybuj:
Posty (Atom)