w 1945 , być może to luty , a może styczeń wszystkich nas zapędzono nad krawędź urwiska kamieniołomu , mieliśmy nosić garnkami lub tym co każdy miał , galaretowatą ciecz . Ona uciekała przed naszymi rekami , parzyła i była gorąca . Jarzyła się na niebiesko lub zielono . To bolało , najbardziej bolało mnie podbrzusze gdzie dr . Mengele robił coś . ONI na to patrzyli , znam ich z innych KL , Panów niemców , niemcy sie ich bali . a potem ich wszystkich spalili żywym ogniem , nie takim z miotacza płomieni tylko żywym ogniem , takim z znikąd ...
To było w Wustegiersdorf - jedno z niepublikowanych , a archiwizowanych wspomnień Bożeny Tarnowskiej .....