sobota, 17 grudnia 2011

List spisany w 1998 roku

"Po odniesieniu ran w walkach o Wrocław zostałem oddelegowany do podwrocławskiej miejscowości, której nazwy nie pamiętam, lecz miałem idealny widok na górę Ślężę. Była to sielanka. Po trzech tygodniach nic nierobienia i przebywania w warunkach iście anielskich zostałem przeniesiony do miejscowości Wałbrzych. Stamtąd zostałem oddelegowany do miejscowości o nazwie Szarlotenberg (Jedlina Zdrój. Ulice zasypane były papierami i różnego rodzaju dokumentacją. Znajdowały się tu mapy, notesy, książki oraz nieprzebrana ilość fotografii. Moją uwagę zwróciły zdjęcia pochodzące zza drutów obozów koncentracyjnych. Zainteresowały mnie najbardziej te, z podpisem "Dachau". Jednak nie to w tej chwili zaprzątało moja uwagę. Pochłonięty byłem obrazem kobiety, która zamiast prawej dłoni posiadała trójpalczasty kikut. Wyglądało to jak szpon. Rosjanie za butelkę wódki lub działkę machorki chętnie ja pokazywali. Owa kobieta nic nie mówiła, jedynie gestykulowała i wydawała dziwne odgłosy, wciąż wskazywała owym kikutem w kierunku miejscowości Gieszcze Puste. Wkrótce zostałem tam przeniesiony. Obraz tej nieszczęsnej istoty prześladował mnie co noc. Miesiące mijały, aż nadeszła jesień. W tym momencie zostałem dołączony do kompanii saperów, która miała za zadanie rozminowanie obszarów znajdujących się przy pięciu stawach za zakładem. Gdy znajdowaliśmy się na wysokości trzeciego stawu przy drodze prowadzącej do tuneli wydrążonych w skale, wybiegła na nas dziwna postać, która zamiast dłoni miała dziwne trójpalczaste kikuty. Gestykulowała mówiąc po rosyjsku, wskazując na podnóże góry i tunel z którego wyszła. Oficer NKWD, który stale nam towarzyszył, natychmiast tego upiora zabrał do samochodu i prawdopodobnie zawiózł do pobliskiej jednostki, gdzie stacjonowali Rosjanie. Nie minęły dwa kwadranse gdy przyjechało 7 lub 8 ciężarówek pełnych nkw-dzistów. Nam natychmiast kazano się wycofać. Moje największe zdziwienie wzbudził fakt iż kilku z nich było uzbrojonych w miotacze ognia. Gdy weszliśmy do punktu koncentracji przy pasie startowym (obecnie w tym miejscu znajduję się stadion sportowy) zakazano nam wspominać o tym, co widzieliśmy. Moje milczenie trwałoby do końca życia, gdyby nie zdjęcie, które było zmieszczone w Algemeinezeitung z 1984 roku, gdzie ujrzałem ową kobietę z Szarlotenbergu, która opowiadała o swoich przeżycia z podziemnego miasta oraz o potężnej hali, salach wyłożonych płytkami ceramicznymi, w których przeprowadzano eksperymenty na ludziach. Nie była jednak w stanie precyzyjnie określić, gdzie owe pomieszczenia się znajdują. Poświęciłem przeszło 40 lat swojego życia na rozwiązanie owej zagadki, lecz bezskutecznie. Moje archiwum to około 45 listów od osób, które opisują podobne zdarzenia.
Chciałbym jeszcze przytoczyć kilka zdań, które przewijają się w owych listach: Słuchaj, oni będą tego szukać do upadłego. Co ich przywiodło w te góry? Po co przekopywali każdy pagórek? Nie mam pojęcia! Nikt nie ma pojęcia. To wszystko jest bez sensu, przecież oni mogli taka pracę wykonać bez wysiłku. Po co mordowano tylu niewinnych? przecież nie da się przenieść umysłu człowieka w nowe ciało! Mózgu starca do cała dziecka, albo mózgu wodza do nowego ciała - pokrowca - ponoć oni mogli to robić. Byli "niemartwi" - po co im były dzieci? Biedne istotki wprowadzane wgłąb góry skąd nigdy nie miały wyjść.
Sam pewnie spotkałeś się z podobnymi opowieściami. Mój czas dobiegł już końca. Zdrowie i wiek nie pozwalają mi już na dalszą pracę. Jednak ty maż jeszcze szanse. Zwróć uwagę na zapiski z sierpnia 1945 roku. Milicjant głuszycki Joachim Milicz opisywał podobne przypadki. Być może uda Ci się kiedyś trafić na ludzi, którzy otwarcie i szczerze opiszą wszystko jak było. Moje dane także możesz ujawnić."
Antoni Maciaszczyk, lat 87.

4 komentarze:

  1. mój Boże, a więc to prawda. Życie pisze lepsze scenariusze niż najlepszy pisarz, gdyby były tylko pozytywne i optymistyczne.....

    OdpowiedzUsuń
  2. Bajki.
    Po 2 latach kobieta wyszła z podziemi? A dlaczego nie wcześniej?
    Gdyby tak długo tam przebywała, to by wychodząc na powierzchnię ośleła.
    Przeczytajcie w Google : Bulwar zachodzącego słońca.

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie po dwóch latach? Co by jadła (każdego dnia?)jak przetrwała by zimę? Dlaczego wcześniej co naturalne nie skierowała się do ludzi skoro była wolna a była bo jak we wspomnieniach przeczytałem.Człowiek przebywający w jakimś miejscu spory czas jest w stanie określić gdzie jest to miejsce tym bardziej iż pokonał sam tą drogę by wyjść na powierzchnie.

    OdpowiedzUsuń

Merytorycznie, bez wulgaryzmów, bez ataków ad personam.